środa, 8 września 2010

2.

Siedziałam na mostku nad rzeką i miałam świetny  humor, ale co tam zawsze znajdzie się ktoś kto to spieprzy, zawsze. Tym razem to była Mandy. Nie zaskoczyło mnie to... Mandy podeszła do mnie i usiadła przy mnie na mostku, jej poważna mina doprowadzała mnie do niewyżytego śmiechu, ale ona miała minę... zdziwioną.
-Coś się stało? - spytałam, bo w głebi duszy jestem dobra dla ludzi (haha xd)
- Bo, wiesz co mi ten twój Christian powiedział? - spytała oburzona
- No, co? -zaśmiałam się w duchu (mój duchu ja cię kocham!)
- Że... żebym nie pakowała się w lateks, bo on nie chce wyjść na dziwkarza... to twoja wina! - wskazała na mnie palcem. To dziecko jest psychiczne... na prawdę. Moja wina? Ja bym chciała... Mandy bardzo szybko zmieniła minę ze zdziwionej na zawistną. Doprowadzało mnie to do szału, więc odeszłam szybko i w duchu(aaaw! kocham) nuciłam jakąś pioseneczkę. Weszłam do pokoju i zobaczyłam siedzących przy stole chłopaków i dziewczyny które biegały i przebierały się strasznie wrzeszcząc... stałam chwilę z rozwartą japą i podeszłam do stołu
-Obama przyjeżdża? - spytałam
- Nie, gorzej... - powiedział Dave
- Idziemy na miasto - dokończył Mickey
- Idziesz z nami? - Spytał Dave
- No ale musze sie przebrać! - wybuchneli śmiechem
- Pospiesz się tylko
- Ok.
Poszłam najpierw się uczesać, gdy nakładałam właśnie jakiś balsam (Mocne i błyszczące włosy Plus&Up) do drzwi zapukał ktoś i zapytał:
-Mogę? - o kurde, to był Christian!
- Tak, pewnie. - powiedziałam starając się żeby nie brzmieć zbyt dziwnie. Christian wszedł i usmiechnął się ponuro.
-Coś się stało?
- Rozmawiałaś z Mandy, prawda? - spytał zmartwiony
- Tak, skąd wiesz?
- Bo mi ktoś powiedział(xd To był sarkazm:P)
- Serio? Kto?
- Hawnie. Jak jesteś po stronie Mandy to wal! - zza drzwi usłyszałam chichot Gigi
-To ty jesteś po jej stronie!- wymierzyłam w niego palcem
- Ciekawie się robi... - usłyszałam Dave'a
-Zamknij jadaczkę! - szepnęła Jaylin
- Właśnie że nie! Ona, powiedziała że, że... - zawiesił się
- Że co? - kurwa, dlaczego pan Beadles musi być tak wkurzający...? Aaaw, jakie on ma śliczne włoski... i nosek... i w ogóle calutki jest sliczniutki:P
- Że jak z nią pójdę na ten bal to... to ona nikomu nie powie. - Westchnął ciężko
- Czego? Czego ma nie powiedzieć? - wrzeszczałam trochę (troszeczkę!)
-No...że...
***
- Serio ci tak powiedział? - Gigi pytała rozemocjonowana przeżuwając pianki:P
- Ehm... - mruknęłam
- A ty się w ogóle nie cieszysz! Już chyba ja bardziej! - Krzyczała. Siedziałyśmy już w kawiarni w mieście i korzystając z okazji że chłopcy poszli "testować nowe gry w sklepie za rogiem :P" powiedziałam Gigi co usłyszałam od Beadlesa. Jaylin poszła do toalety, ale zaraz jak wróci Gigi zatroszczy się o to żeby była należycie poinformowana. Zaraz tak się stało.
-Wiedziałam, że tak będzie! - Jaylin dołączyła do Gigi w przeżuwaniu pianek. - Wiedziałam od pierwszego dnia normalnie. - uniosła palec do góry robiąc minę nr.7
- Ale co ty z tym zamierzasz zrobić? - spytała Gigi wyraznie przejęta.
-On jest taki śliczniutki... - powiedziała Jaylin
-Ej ty!Leć do Dave'a lepiej! - roześmiałam się
- Dobra dziewczyny jest sprawa. - powiedziała Gigi ktora nagle straciła humor. Nie wiedzieć czemu...
<...:::...>
Uff to co właśnie przeczytaliście to owoc mojej pracy... ciężkiej! Wypociny, beznadzieja i w ogóle bleeeee! Ale jak się podoba to klikajcie w "dodaj komentarz" czy jak mu tam... Rozdział dedykuje Domci, Sugerkowi naszej wspaniałej Gigi:P ktora jako jedyna chyba to czyta:P 

4 komentarze:

Komentać!

Obserwatorzy