niedziela, 28 listopada 2010

3. Śpioch wstał!

Obudziły mnie ciepłe promienie słońca na twarzy. Rozejrzałam się w około. Leżałam na kanapie na balkonie, przykryta pledem i kocem. Zajrzałam pod kocyk... Ubrał mnie świntuch! Założył mi, co prawda tylko kostium, no, ale...:) Spojrzałam na sąsiedni balkon, Christian siedział przy stole z Jeylin i Mickey'em. Pierwsza zauważyła mnie Jeylin, i zaraz powiedziała:
- Śpioch wstał!!! Chodź do nas Audrey. Zjemy razem śniadanie u nas.- Zauważyłam, że nie są zbyt odziani, chłopacy siedzieli w hawajkach, a Jeylin w bieliźnie, koszulce i klapkach. Miała włosy związane uroczą gumką(ukradnę ją chyba), a na ręce bransoletkę, którą dostała od Mickeya na Dzień Kobiet. Ja też dostałam od niego podobną, na co Christian od razu poleciał do sklepu wracając z z 
czymś tak zajefajnym, że nie uwierzyliśmy, że sam wybierał. Jeylin wyglądała mniej więcej tak. Postanowiłam nie ubierać się zbytnio, chociaż wczoraj byłam na chwilę w Atlancie po rzeczy i na zakupach. Ubrałam się, więc tylko w bokserkę i jedną parę z mojej ogromnej kolekcji Havainasów, które kocham po prostu. Zauważyłam tą bransoletkę od Mickey'a i pomyślałam, że zrobi mu sie miło. Wsunęłam ją, więc na rękę. Podmalowałam usta błyszczykiem, bo miałam strasznie wysuszone po spaniu na dworze.Psiknęłam sie moimi ukochanymi perfumami<urodziny-od Chrisa> i założyłam okulary, bo nie chciało mi się nakładać soczewek, a mam poważną wadę wzroku. Całość prezentowała się całkiem nieźle. Wyglądałam jak kujonica w tych oprawkach, ale je kochałam jak nie wiem... Poszłam na balkon i jednym szybkim ruchem przeskoczyłam barierkę dzielącą nasze dwa balkony<wiem, że sie powtarzam, ale jak miałam napisać"wystający poza obręb budynku wysunięty kawałek podłogi"?> Jeylin uśmiechnęła się do mnie, a ja mrugnęłam do niej.
- Zimno tu u was jakoś... -Chciałam jakoś zagaić rozmowę i potarłam ramiona
- Chcesz powiedzieć, że nie jesteś dostatecznie rozgrzana? - Powiedział Chris machając brwiami
- Chris... - Syknęłam
- Spoko, wygadał się. - Machnął ręką Mickey
- Chrissstian... - Syknęłam znowu i oblałam się rumieńcem. Zapanowała niezręczna cisza, którą przerwała Jeylin pytając o plan dnia.
- No to tak... Do tak gdzieś trzeciej mamy luz, wy pewnie pójdziecie na ploty do kawiarni, a potem pójdziemy na obiad. W miasteczku jest fajna knajpa. Potem posmażymy się na plaży, a potem gdzieś wyskoczymy do sklepu i teraz państwo robią kolację. - Mickey wymierzył w nas palcem;
-Spoko, Beadles i Hewitt, najlepsi kucharze na południu Stanów, zapamiętaj sobie!
Pól godziny potem
Wyszłyśmy na kawę do kawiarni:) Miasteczko było prześliczne, miało taki włoski 
klimacik, tylko domy były jasne, jak to u nas na południu:) Ubrałam się zupełnie zwyczajnie, luźno, bo nie przemawiało do mnie paradowanie dziesięć centymetrów nad cholernie nierównym brukiem. „najki”, szorty,które sama zrobiłam z moich ulubionych szarych dżinsów kiedy koszulka i stara troszke torba. Założyłam, jako stara sroka trochę świecidełek i poszłam zdecydowanym krokiem w stronę drzwi pokoju Jeylin. Oczywista nie zapukałam i zastałam parkę na uroczym lizaniu się przy ścianie. Chrząknęłam znacząco i odkleili się od siebie nieco sapiąc. Jeylin była ubrana podobnie jak ja, na luzie bez ceregieli. Trampki, koszulka i mini spódniczka.  W ręku ściskała czarną torbę z materiału. Ruszyłyśmy na podbój Meelville <sama to wymyśliłam i nie sprawdzałam co oznacza, ani czy istnieje, ale mi się podoba, czyt. Milwile> Leniwe uliczki strasznie nam się podobały, krążyłyśmy po brukowanych dróżkach nieco bez celu, przysiadałyśmy na ławkach pod palmami, wąchałyśmy kwiatki, pomagałyśmy przenosić babciom mleko w bańkach. Minęła jakaś godzina, kiedy nieco już zmęczone usiadłyśmy w tylnym ogródku jednej z kawiarenek. Stół i krzesła z powyginanych blaszanych rurek pomalowanych na biało pasowały tu idealnie. Zamówiłyśmy kawę i orzechy w mlecznej czekoladzie. Gadałyśmy długo o szkole, o rodzicach, o chłopakach, ani slowem nie wspominając o wczorajszej nocy. 
To na tyle:P
Nie wiem czy będę dalej tu pisała ale zapraszam na Love starts in Paris
Naustrice:*

środa, 17 listopada 2010

2.Jego włosy pachniały cytryną i oceanem...

Oczami Audrey.
-Jedziemy na plażę?-spytał Christian
- Taaaaaaaaaaaak!!!- Wrzasnęła Jeylin
- Taaaaaaaaaaaak!!!- Wrzasnęłam
-Taaaaaaaaaaaak!!! – wrzasnęłyśmt razem i odtanczyłyśmy nasz taniec radośći, który polegał na pochyleniu się do przodu, stepowaniu i krzyczeniu „Juhuuskiii” Przy czym na sylabę „Skii” Trzeba było zrobić porządny wymach ręką. Poleciałyśmy się pakować, ja na górę a Jeylin dwa domy dalej do siebie. Chłopacy nie przejeli się zbytnio koniecznością pakowania. Spakowali telefony i aparaty do jednej (wspólnej!!!) torby i założyli hawajki… zero przygotowania. Spakowałam do torby same najważniejsze rzeczy czyli: Telefon, Ipoda, trzy ostatnie numery Vogue’a, cztery ostatnie Elle, książkę (Marlene Fargot- Czerwień jej oczu), kosmetyki, kocyk, ręcznik, krem, PSP…i takie tam:P Ubrałam się tak. Podmalowałam wodotpornie, chociaż i tak nie zamierzałam się zbyt moczyć. Po piętnastu minutach siedziałyśmy na tylnym siedzeniu busa Christiana i darłyśmy się na całe gardło:
I whip my hair back and forth
I whip my hair back and forth just whip it
I whip my hair back and forth
I whip my hair back and forth whip it real good
I whip my hair b
ack and forth
Hop up out the bed turn my swag on
aint no sense listining to them haters cuz we whip em off
and we aint doing nothing wrong
so dont tell me nothing, i'm just tryna have fun
so keep the party jumping…. Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
- I jak ja mam w takich warunkach prowadzić?
- Kierownicę bym polecał… - mruknął Mickey zaczytany… w czymś.
- Co tam czytasz?
- Nafing rili – schował szybko ”coś” do kieszeni na drzwiach. Wtedy jednym szybkim ruchem Jeylin wyciągnęła cosia i otworzyła usta ze zdziwienia cosiem okazała się sporaśna książka koloru bordowego pt… „Szczypta Romantyzmu” To był poradnik, jak zrobić coś romantycznego. Szybko wsunęłam go między fotel a drzwi. Zachichotałyśmy i  powiedziałyśmy:
-Daleko jeszcze?
-Nie, jakieś dwie mile...
Po paru minutach wleciałyśmy na gorący piasek z niewyobrażalnym piskiem. Nikt się jakoś nie przejął. 
- Rozbijemy się tu - Jeylin rzuciła koc i koszyk w totalnie beznadziejnym miejscu. Oczywiście swoje rzuciłam gdzie indziej. Bliżej wody.
-Głupia? - spytała - Tu jest mokry piasek. Cały ręcznik mi zamoknie.
W końcu rozłożyłyśmy koc w pięknym miejscu- pod palmą, dość blisko wody, a piasek suchutki. Teraz trzeba było rozłożyć parawan i parasol... chłopy gdzieś znikły. Zaczęłyśmy się same z tym siłować. Wtedy... parasol zamknął się, tylko że Jeylin była w środku... zaczęła się drzeć jak cholera.  Jacyś chłopacy zaczeli się strasznie śmiać. A ja musiałam ratować biedną Jeylin  która niedość że strasznie jęczała, piszczała i co jeszcze, to teraz przewróciła się w tym parasolu na piasek i turlała się po plaży. Zatrzymałam ją i uklęknęłam koło niej. 
- Zaraz cię wyciągne. Już, już poczekaj... to nie takie łatwe... znaczy łatwe i zaraz cię wyciągne, nie martw się. Wtedy ktoś złapał mnie za rękę. To był Christian...uff. Mickey biegł zaraz za nim. Po chwili Jeylin siedziała wstrząśnięta na kocu. Mickey objął ją ramieniem pocałował... hmm... namiętnie. Christian Chrząknął głośno i chłopak odkleił się od Jeylin. Chris porozumiewawczo kiwnął na Mickey'a. 
-Mamy dziewczyny dla was... wiadomośc. - zaczął
- Co powiecie żeby zostać tu na parę dni? - no i nas zamurowało, ale nie na długo, bo zaraz nasi zajebiście zajebiści koledzy nam wszystko wytłumaczyli. Od dawna knuli żeby nas tu wyciągnąć, i to nie sami, z naszymi mamami. Nawet dali nam kieszonkowe. 
Parę godzin później
Hotel okazał się boski. Dostaliśmy dwa dwuosobowe pokoje. Ja i Chris siedzieliśmy na balkonie. Były tu mięciutkie fotele, kanapa i śliczny puchaty dywan. Siedzieliśmy na kanapie pod pledem i patrzyliśmy w gwiazdy. Christian obejmował mnie swoim silnym ramieniem. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bezpiecznie, było mi ciepło i miło. Wiedziałam, że mnie nigdy nie zawiedzie, nigdy. Nigdy mnie nie zawiedzie.
Jego włosy pachniały cytryną i oceanem... 
- Audrey, mam coś dla ciebie. - wyciągnął z kieszeni piękne czerwone pudełko z serduszkiem przyszytym na wieczku. Otworzył je, a tam leżał przesłodki zegarek. Biały cyferblat z czerwonym sercem po środku. Dookoła srebrna ramka z wyrytym napisem "Time for Love" W oczach stanęły mi łzy. Wtuliłam się w jego ciepły tors i płakałam... płakałam. Uniósł delikatnie moją głowę i odgarnął włosy. Przybliżył twarz delikatnie do mojej. Był bardzo blisko...bardzo bardzo blisko. 
- Drey, kocham cię. Zawsze byłaś moim jedynym źródłem radości, jedynym źródłem miłości, szczęścia...Nie wiem jak mógłbym żyć, gdybym nie pojechał na ten obóz dwa lata temu... bez ciebie... 
- Cśś...  - położyłam mu palec na ustach - Nic nie musisz mówić, zawsze będziesz moim księciem na białym koniu, który mnie uratował... - pocałowałam go, całował mnie długo i mocno... i mokro:) zszedł nieco niżej, całował moją szyję, po chwili ściągnął mój sweterek i odpiął biustonosz...
- Christian, jesteś pewny? 
- A ty?
- Tak...oczywiście.
- Kocham cię. - powiedział gdy zsuwałam jego koszulkę...
Kochaliśmy się pierwszy raz... przy świetle księżyca.
<::..::>
Niezbyt jestem zadowolona, rozdział jakbym to nazwała "szybki" Jestem nieco zażenowana, że to napisałam, więc też nie opisywałam zbyt dokładnie:) Kocham was i tego bloga:)
I jeszcze te:

czwartek, 11 listopada 2010

1. Dustin Pedał?


Oczami Carter

Jechałam sobie najspokojniej w świecie z Nowego Jorku:) Od babci, oczywista.Śpiewałam sobie pod nosem i byłam bardzo szczęśliwa, bo spędziłam cudowny weekend. Polegał on na jedzeniu naleśników z czekoladą, wylegiwaniu się w tonach pledów i kocy na kanapie w salonie, całonocnych pogaduchach z babcią… a teraz wracałam do Salt Lake City. Za dwie godziny miałam się spotkać z Dylanem w przydrożnym barze, bo jak powiedział nie może się doczekać, żeby mnie zobaczyć. Wtedy zadzwonił mój słodki telefon:) To był Dylan, więc od razu odebrałam.
/RT/
-Hej, jedziesz już?
- Tak. A ty?
- Mam szlaban na samochod, spotkamy się dopiero w Salt Lake.
- Szlaban na samochód???
- Dobrze, że nie na kibel...
- Ok, to do zobaczenia a Salt Lake. Prowadzę, nie mogę gadać.
- Buziaki, kocham cię.
- Ja ciebie też.
/KRT/
Oczami Justina
Strasznie bolał mnie łeb... za dwie godziny wchodzę na scenę, a czułem się jakbym obiegł całą ziemię wzdłuż równika. Siedziałem w swoim bosko luksusowym pokoju na milionowym pietrze jakiegoś hotelu... na łóżku obok mnie słodko spała Catalina. Nie chciałem jej budzić, założyłem więc bluzę i spodnie i po cichu wyszedłem z pokoju zostawiając dla Cataliny list i zapasowy klucz. 
" Wyszedłem  na spotkanie, zobaczymy się na koncercie. Buziaki.   Justin"
Zjechałem windą na sam dół i wyszedłem przez główny hall na ulicę. Dookola wejścia stała metalowa barierka przy której kłębiły się rozemocjonowane fanki. Palnąłem jakieś "Love Ya" naciągnąłem mocniej czapkę i ruszyłem w stronę Starbucksa. Usiadłem w moim ulubionym miejscu - Wysokim barze w rogu. Podeszła do mnie uśmiechnięta kelnereczka. Była ubrana w mini czarną sukienkę i biały krociutki fartuszek. Standardowy strój w tej kawiarni. Grzecznie zapytała co podać, przysuwając karteczkę w kratkę i długopis. Zamaszyście podpisałem się i postawilem jakieś dziecinne serduszko. Kelnerka uśmiechnęła się perliście i jeszcze raz spytała:
-Co podać?
-Frappucinno z... toffie i bitą śmietaną i m&ms'y. 
- Och, dobrze na koszt firmy.
- Dzisiaj moje urodziny? Bo nie przypominam sobie.
- Nie, to tak bez okazji.
- Z okazji, tego że jestem Justin Bieber?
- Nie, no co też pan?
- Słuchaj, dam ci wejściówkę za kulisy, ale pozwól mi zapłacić i traktuj mnie kurwa normalnie.
- Dopsz...
- Masz. - rzuciłem na blat kolorowy papierek. Nastolatki ze stolika obok spojrzały zawistnie. Kelnerka odeszła zadowolona, a ja zwrócilem uwagę na dziewczynę siedzącą parę stolków dalej. Wiała czarne lekko kręcone włosy jakby to powiedzieć... falowane. Bardzo jasną cerę i wielkie oczy, Ubrana była tak. A wielki dekolt jej koszulki sprawił że z kąciku ust zebrała mi się ślina. Nie patrzyła w moją stronę, a ja wlepiałem się w nią jak ostatni debil. Musiała być bogata miała biżuterię i ciuchy, które widywałem w drogich butikach, czasem kupowałem Catalinie. W końcu odwróciła się do mnie i delikatnie usmiechnęła. Podsunąłem się tuż koło niej i zacząłem:
-Hej...Jak masz na imię?
- Caroline, a ty? Dustin Pedał? 
- Justin Bieber. - zrobiłem dziwną minę
- Acha, no tak. Słyszałam chyba, coś. - poprawiła włosy
Potem jeszcze parę minut nawijałem o swoim koncercie i tym podobne. Dałem jej wejściówkę. Zaprosiłem na drinka do hotelu. Gdy bylismy w windzie przypomniało mi się że w pokoju jest Catalina.
<..::..>
Proszę, rozdział kiepski, ale cóż i tak mnie kochacie:) Ja was też. :)<3 Następny może nawet dziś.

Prolog części II.

Fakty:

  • minęły dwa lata
  • Christian i Audrey oraz Mickey i Jeylin nadal są razem 
  • Carter i Justin (Dave) rozeszli się rok temu
  • Carter chodzi z Dylanem
  • Audrey mieszka z matką.
Nieufnie spojrzalam na saszetkę szamponu koloryzujacego. Napis na niej głosił dumnie : Color 7.2 Foxy Red. Wzdrygnęłam się na myśl co by było gdyby… ech, nieważne. Weszłam  pod prysznic , zmoczyłam głowę i drżącymi rękami nałożyłam specyfik na włosy. Wtarłam dokładnie, tak jak było napisane na opakowaniu. Spłukałam. Wyszłam na malutkeńki kremowy dywanik i spojrzałam w lustro. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wszystko poszło zgodnie z planem. Wysuszyłam włosy, wyprostowałam w czego efekcie wyglądały tak. Ubrałam się w to i pobiegłam na dół celem pokazania się mamie i pojechania do LittleMan’aJ Wtedy uświadomiłam sobie straszną rzecz… niuńka była w naprawie!!! Otworzyłam serduszko które miałam na szyji..
<:::>
Ocho, krótko ale od czego są prologi:) Mam nadzieję że wam się podoba:) Komentować:) Kocham was:)


środa, 3 listopada 2010

Edytory Polyvore.

Jak pewnie zauważyłyście mamy edytory. Z boczku są takie białe kwadraty. Trzy od dołu są dla zabawy, a pierwszy jest na konkurs. Tematem konkursu jest jedna z bohaterek-Carter. Aby zapisać projekt musicie mieć konto lub kliknąć connect with facebook  wtedy musicie mieć konto na facebooku.Zwycięzca dostanie w nagrodę cały rozdział swoimi oczami, lub jeżeli nie ma postaci- postać:) robię to, bo piszę bloga dla waas:)
jeżeli obrazek robi się wam taki brzydki to tam u góry w rogu kliknijcie nożyczki z napisem "Show bgd"
Enjoy:)

wtorek, 2 listopada 2010

OK, my babies... show must go on:)

Hmm... namieszałam tu. Za dużo bohaterów, za dużo wątków... robie remanent! Usuwam paru bohaterów, robię new grafikę. Zaczynam część II. Enjoy:) Niedługo new rozdział. Tadaam...
OK, OK.:) Romantic Story jeżeli mnie czytasz to weź dodaj do obserwowanych pliis:) Kocham was ludzie:)

poniedziałek, 1 listopada 2010

Info!

A więc jest mała zmiana:
Aundrey zmienia się w Audrey! Och... dla niedowidzących znikło "n" .
Co myślicie? mi się bardzej podoba Odri od Ondri:)

Obserwatorzy