czwartek, 30 grudnia 2010
I promise I'll come back.
Tak nie można, Domcia ma rację. Ale to świnka. Wracam jednak do was tu zaraz zbieram dupsko w troki i pisze porządny rozdział. Porządkuję bohaterów. Zapomnijcie o tych rozdziałach części drugiej. Kocham tego bloga i nie mogę go tak zostawić bez skrupułów. Mam uczucia... i jak jeszcze posłuchałam nowej płyty Taylor Swift, stwierdziłam że to najlepsze wyjście.
środa, 29 grudnia 2010
niedziela, 28 listopada 2010
3. Śpioch wstał!
Obudziły mnie ciepłe promienie słońca na twarzy. Rozejrzałam się w około. Leżałam na kanapie na balkonie, przykryta pledem i kocem. Zajrzałam pod kocyk... Ubrał mnie świntuch! Założył mi, co prawda tylko kostium, no, ale...:) Spojrzałam na sąsiedni balkon, Christian siedział przy stole z Jeylin i Mickey'em. Pierwsza zauważyła mnie Jeylin, i zaraz powiedziała:
- Śpioch wstał!!! Chodź do nas Audrey. Zjemy razem śniadanie u nas.- Zauważyłam, że nie są zbyt odziani, chłopacy siedzieli w hawajkach, a Jeylin w bieliźnie, koszulce i klapkach. Miała włosy związane uroczą gumką(ukradnę ją chyba), a na ręce bransoletkę, którą dostała od Mickeya na Dzień Kobiet. Ja też dostałam od niego podobną, na co Christian od razu poleciał do sklepu wracając z z czymś tak zajefajnym, że nie uwierzyliśmy, że sam wybierał. Jeylin wyglądała mniej więcej tak. Postanowiłam nie ubierać się zbytnio, chociaż wczoraj byłam na chwilę w Atlancie po rzeczy i na zakupach. Ubrałam się, więc tylko w bokserkę i jedną parę z mojej ogromnej kolekcji Havainasów, które kocham po prostu. Zauważyłam tą bransoletkę od Mickey'a i pomyślałam, że zrobi mu sie miło. Wsunęłam ją, więc na rękę. Podmalowałam usta błyszczykiem, bo miałam strasznie wysuszone po spaniu na dworze.Psiknęłam sie moimi ukochanymi perfumami<urodziny-od Chrisa> i założyłam okulary, bo nie chciało mi się nakładać soczewek, a mam poważną wadę wzroku. Całość prezentowała się całkiem nieźle. Wyglądałam jak kujonica w tych oprawkach, ale je kochałam jak nie wiem... Poszłam na balkon i jednym szybkim ruchem przeskoczyłam barierkę dzielącą nasze dwa balkony<wiem, że sie powtarzam, ale jak miałam napisać"wystający poza obręb budynku wysunięty kawałek podłogi"?> Jeylin uśmiechnęła się do mnie, a ja mrugnęłam do niej.
- Zimno tu u was jakoś... -Chciałam jakoś zagaić rozmowę i potarłam ramiona
- Chcesz powiedzieć, że nie jesteś dostatecznie rozgrzana? - Powiedział Chris machając brwiami
- Chris... - Syknęłam
- Spoko, wygadał się. - Machnął ręką Mickey
- Chrissstian... - Syknęłam znowu i oblałam się rumieńcem. Zapanowała niezręczna cisza, którą przerwała Jeylin pytając o plan dnia.
- No to tak... Do tak gdzieś trzeciej mamy luz, wy pewnie pójdziecie na ploty do kawiarni, a potem pójdziemy na obiad. W miasteczku jest fajna knajpa. Potem posmażymy się na plaży, a potem gdzieś wyskoczymy do sklepu i teraz państwo robią kolację. - Mickey wymierzył w nas palcem;
-Spoko, Beadles i Hewitt, najlepsi kucharze na południu Stanów, zapamiętaj sobie!
Pól godziny potem
Wyszłyśmy na kawę do kawiarni:) Miasteczko było prześliczne, miało taki włoski klimacik, tylko domy były jasne, jak to u nas na południu:) Ubrałam się zupełnie zwyczajnie, luźno, bo nie przemawiało do mnie paradowanie dziesięć centymetrów nad cholernie nierównym brukiem. „najki”, szorty,które sama zrobiłam z moich ulubionych szarych dżinsów kiedy koszulka i stara troszke torba. Założyłam, jako stara sroka trochę świecidełek i poszłam zdecydowanym krokiem w stronę drzwi pokoju Jeylin. Oczywista nie zapukałam i zastałam parkę na uroczym lizaniu się przy ścianie. Chrząknęłam znacząco i odkleili się od siebie nieco sapiąc. Jeylin była ubrana podobnie jak ja, na luzie bez ceregieli. Trampki, koszulka i mini spódniczka. W ręku ściskała czarną torbę z materiału. Ruszyłyśmy na podbój Meelville <sama to wymyśliłam i nie sprawdzałam co oznacza, ani czy istnieje, ale mi się podoba, czyt. Milwile> Leniwe uliczki strasznie nam się podobały, krążyłyśmy po brukowanych dróżkach nieco bez celu, przysiadałyśmy na ławkach pod palmami, wąchałyśmy kwiatki, pomagałyśmy przenosić babciom mleko w bańkach. Minęła jakaś godzina, kiedy nieco już zmęczone usiadłyśmy w tylnym ogródku jednej z kawiarenek. Stół i krzesła z powyginanych blaszanych rurek pomalowanych na biało pasowały tu idealnie. Zamówiłyśmy kawę i orzechy w mlecznej czekoladzie. Gadałyśmy długo o szkole, o rodzicach, o chłopakach, ani slowem nie wspominając o wczorajszej nocy.
To na tyle:P
Nie wiem czy będę dalej tu pisała ale zapraszam na Love starts in Paris
Naustrice:*
- Śpioch wstał!!! Chodź do nas Audrey. Zjemy razem śniadanie u nas.- Zauważyłam, że nie są zbyt odziani, chłopacy siedzieli w hawajkach, a Jeylin w bieliźnie, koszulce i klapkach. Miała włosy związane uroczą gumką(ukradnę ją chyba), a na ręce bransoletkę, którą dostała od Mickeya na Dzień Kobiet. Ja też dostałam od niego podobną, na co Christian od razu poleciał do sklepu wracając z z czymś tak zajefajnym, że nie uwierzyliśmy, że sam wybierał. Jeylin wyglądała mniej więcej tak. Postanowiłam nie ubierać się zbytnio, chociaż wczoraj byłam na chwilę w Atlancie po rzeczy i na zakupach. Ubrałam się, więc tylko w bokserkę i jedną parę z mojej ogromnej kolekcji Havainasów, które kocham po prostu. Zauważyłam tą bransoletkę od Mickey'a i pomyślałam, że zrobi mu sie miło. Wsunęłam ją, więc na rękę. Podmalowałam usta błyszczykiem, bo miałam strasznie wysuszone po spaniu na dworze.Psiknęłam sie moimi ukochanymi perfumami<urodziny-od Chrisa> i założyłam okulary, bo nie chciało mi się nakładać soczewek, a mam poważną wadę wzroku. Całość prezentowała się całkiem nieźle. Wyglądałam jak kujonica w tych oprawkach, ale je kochałam jak nie wiem... Poszłam na balkon i jednym szybkim ruchem przeskoczyłam barierkę dzielącą nasze dwa balkony<wiem, że sie powtarzam, ale jak miałam napisać"wystający poza obręb budynku wysunięty kawałek podłogi"?> Jeylin uśmiechnęła się do mnie, a ja mrugnęłam do niej.
- Zimno tu u was jakoś... -Chciałam jakoś zagaić rozmowę i potarłam ramiona
- Chcesz powiedzieć, że nie jesteś dostatecznie rozgrzana? - Powiedział Chris machając brwiami
- Chris... - Syknęłam
- Spoko, wygadał się. - Machnął ręką Mickey
- Chrissstian... - Syknęłam znowu i oblałam się rumieńcem. Zapanowała niezręczna cisza, którą przerwała Jeylin pytając o plan dnia.
- No to tak... Do tak gdzieś trzeciej mamy luz, wy pewnie pójdziecie na ploty do kawiarni, a potem pójdziemy na obiad. W miasteczku jest fajna knajpa. Potem posmażymy się na plaży, a potem gdzieś wyskoczymy do sklepu i teraz państwo robią kolację. - Mickey wymierzył w nas palcem;
-Spoko, Beadles i Hewitt, najlepsi kucharze na południu Stanów, zapamiętaj sobie!
Pól godziny potem
Wyszłyśmy na kawę do kawiarni:) Miasteczko było prześliczne, miało taki włoski klimacik, tylko domy były jasne, jak to u nas na południu:) Ubrałam się zupełnie zwyczajnie, luźno, bo nie przemawiało do mnie paradowanie dziesięć centymetrów nad cholernie nierównym brukiem. „najki”, szorty,które sama zrobiłam z moich ulubionych szarych dżinsów kiedy koszulka i stara troszke torba. Założyłam, jako stara sroka trochę świecidełek i poszłam zdecydowanym krokiem w stronę drzwi pokoju Jeylin. Oczywista nie zapukałam i zastałam parkę na uroczym lizaniu się przy ścianie. Chrząknęłam znacząco i odkleili się od siebie nieco sapiąc. Jeylin była ubrana podobnie jak ja, na luzie bez ceregieli. Trampki, koszulka i mini spódniczka. W ręku ściskała czarną torbę z materiału. Ruszyłyśmy na podbój Meelville <sama to wymyśliłam i nie sprawdzałam co oznacza, ani czy istnieje, ale mi się podoba, czyt. Milwile> Leniwe uliczki strasznie nam się podobały, krążyłyśmy po brukowanych dróżkach nieco bez celu, przysiadałyśmy na ławkach pod palmami, wąchałyśmy kwiatki, pomagałyśmy przenosić babciom mleko w bańkach. Minęła jakaś godzina, kiedy nieco już zmęczone usiadłyśmy w tylnym ogródku jednej z kawiarenek. Stół i krzesła z powyginanych blaszanych rurek pomalowanych na biało pasowały tu idealnie. Zamówiłyśmy kawę i orzechy w mlecznej czekoladzie. Gadałyśmy długo o szkole, o rodzicach, o chłopakach, ani slowem nie wspominając o wczorajszej nocy.
To na tyle:P
Nie wiem czy będę dalej tu pisała ale zapraszam na Love starts in Paris
Naustrice:*
sobota, 20 listopada 2010
środa, 17 listopada 2010
2.Jego włosy pachniały cytryną i oceanem...
Oczami Audrey.
-Jedziemy na plażę?-spytał Christian
- Taaaaaaaaaaaak!!!- Wrzasnęła Jeylin
- Taaaaaaaaaaaak!!!- Wrzasnęłam
-Taaaaaaaaaaaak!!! – wrzasnęłyśmt razem i odtanczyłyśmy nasz taniec radośći, który polegał na pochyleniu się do przodu, stepowaniu i krzyczeniu „Juhuuskiii” Przy czym na sylabę „Skii” Trzeba było zrobić porządny wymach ręką. Poleciałyśmy się pakować, ja na górę a Jeylin dwa domy dalej do siebie. Chłopacy nie przejeli się zbytnio koniecznością pakowania. Spakowali telefony i aparaty do jednej (wspólnej!!!) torby i założyli hawajki… zero przygotowania. Spakowałam do torby same najważniejsze rzeczy czyli: Telefon, Ipoda, trzy ostatnie numery Vogue’a, cztery ostatnie Elle, książkę (Marlene Fargot- Czerwień jej oczu), kosmetyki, kocyk, ręcznik, krem, PSP…i takie tam:P Ubrałam się tak. Podmalowałam wodotpornie, chociaż i tak nie zamierzałam się zbyt moczyć. Po piętnastu minutach siedziałyśmy na tylnym siedzeniu busa Christiana i darłyśmy się na całe gardło:
I whip my hair back and forth
I whip my hair back and forth just whip it
I whip my hair back and forth
I whip my hair back and forth whip it real good
I whip my hair b
ack and forth
ack and forth
Hop up out the bed turn my swag on
aint no sense listining to them haters cuz we whip em off
and we aint doing nothing wrong
so dont tell me nothing, i'm just tryna have fun
so keep the party jumping…. Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
- I jak ja mam w takich warunkach prowadzić?
- Kierownicę bym polecał… - mruknął Mickey zaczytany… w czymś.
- Co tam czytasz?
- Nafing rili – schował szybko ”coś” do kieszeni na drzwiach. Wtedy jednym szybkim ruchem Jeylin wyciągnęła cosia i otworzyła usta ze zdziwienia cosiem okazała się sporaśna książka koloru bordowego pt… „Szczypta Romantyzmu” To był poradnik, jak zrobić coś romantycznego. Szybko wsunęłam go między fotel a drzwi. Zachichotałyśmy i powiedziałyśmy:-Daleko jeszcze?
-Nie, jakieś dwie mile...
Po paru minutach wleciałyśmy na gorący piasek z niewyobrażalnym piskiem. Nikt się jakoś nie przejął.
- Rozbijemy się tu - Jeylin rzuciła koc i koszyk w totalnie beznadziejnym miejscu. Oczywiście swoje rzuciłam gdzie indziej. Bliżej wody.
-Głupia? - spytała - Tu jest mokry piasek. Cały ręcznik mi zamoknie.
W końcu rozłożyłyśmy koc w pięknym miejscu- pod palmą, dość blisko wody, a piasek suchutki. Teraz trzeba było rozłożyć parawan i parasol... chłopy gdzieś znikły. Zaczęłyśmy się same z tym siłować. Wtedy... parasol zamknął się, tylko że Jeylin była w środku... zaczęła się drzeć jak cholera. Jacyś chłopacy zaczeli się strasznie śmiać. A ja musiałam ratować biedną Jeylin która niedość że strasznie jęczała, piszczała i co jeszcze, to teraz przewróciła się w tym parasolu na piasek i turlała się po plaży. Zatrzymałam ją i uklęknęłam koło niej.
- Zaraz cię wyciągne. Już, już poczekaj... to nie takie łatwe... znaczy łatwe i zaraz cię wyciągne, nie martw się. Wtedy ktoś złapał mnie za rękę. To był Christian...uff. Mickey biegł zaraz za nim. Po chwili Jeylin siedziała wstrząśnięta na kocu. Mickey objął ją ramieniem pocałował... hmm... namiętnie. Christian Chrząknął głośno i chłopak odkleił się od Jeylin. Chris porozumiewawczo kiwnął na Mickey'a.
-Mamy dziewczyny dla was... wiadomośc. - zaczął
- Co powiecie żeby zostać tu na parę dni? - no i nas zamurowało, ale nie na długo, bo zaraz nasi zajebiście zajebiści koledzy nam wszystko wytłumaczyli. Od dawna knuli żeby nas tu wyciągnąć, i to nie sami, z naszymi mamami. Nawet dali nam kieszonkowe.
Parę godzin później
Hotel okazał się boski. Dostaliśmy dwa dwuosobowe pokoje. Ja i Chris siedzieliśmy na balkonie. Były tu mięciutkie fotele, kanapa i śliczny puchaty dywan. Siedzieliśmy na kanapie pod pledem i patrzyliśmy w gwiazdy. Christian obejmował mnie swoim silnym ramieniem. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bezpiecznie, było mi ciepło i miło. Wiedziałam, że mnie nigdy nie zawiedzie, nigdy. Nigdy mnie nie zawiedzie.
Jego włosy pachniały cytryną i oceanem...
- Audrey, mam coś dla ciebie. - wyciągnął z kieszeni piękne czerwone pudełko z serduszkiem przyszytym na wieczku. Otworzył je, a tam leżał przesłodki zegarek. Biały cyferblat z czerwonym sercem po środku. Dookoła srebrna ramka z wyrytym napisem "Time for Love" W oczach stanęły mi łzy. Wtuliłam się w jego ciepły tors i płakałam... płakałam. Uniósł delikatnie moją głowę i odgarnął włosy. Przybliżył twarz delikatnie do mojej. Był bardzo blisko...bardzo bardzo blisko.
- Drey, kocham cię. Zawsze byłaś moim jedynym źródłem radości, jedynym źródłem miłości, szczęścia...Nie wiem jak mógłbym żyć, gdybym nie pojechał na ten obóz dwa lata temu... bez ciebie...
- Cśś... - położyłam mu palec na ustach - Nic nie musisz mówić, zawsze będziesz moim księciem na białym koniu, który mnie uratował... - pocałowałam go, całował mnie długo i mocno... i mokro:) zszedł nieco niżej, całował moją szyję, po chwili ściągnął mój sweterek i odpiął biustonosz...
- Christian, jesteś pewny?
- A ty?
- Tak...oczywiście.
- Kocham cię. - powiedział gdy zsuwałam jego koszulkę...
Kochaliśmy się pierwszy raz... przy świetle księżyca.
<::..::>
Niezbyt jestem zadowolona, rozdział jakbym to nazwała "szybki" Jestem nieco zażenowana, że to napisałam, więc też nie opisywałam zbyt dokładnie:) Kocham was i tego bloga:)
I jeszcze te:
czwartek, 11 listopada 2010
1. Dustin Pedał?
Oczami Carter
Jechałam sobie najspokojniej w świecie z Nowego Jorku:) Od babci, oczywista.Śpiewałam sobie pod nosem i byłam bardzo szczęśliwa, bo spędziłam cudowny weekend. Polegał on na jedzeniu naleśników z czekoladą, wylegiwaniu się w tonach pledów i kocy na kanapie w salonie, całonocnych pogaduchach z babcią… a teraz wracałam do Salt Lake City. Za dwie godziny miałam się spotkać z Dylanem w przydrożnym barze, bo jak powiedział nie może się doczekać, żeby mnie zobaczyć. Wtedy zadzwonił mój słodki telefon:) To był Dylan, więc od razu odebrałam.
/RT/
-Hej, jedziesz już?
- Tak. A ty?
- Mam szlaban na samochod, spotkamy się dopiero w Salt Lake.
- Szlaban na samochód???
- Dobrze, że nie na kibel...
- Ok, to do zobaczenia a Salt Lake. Prowadzę, nie mogę gadać.
- Buziaki, kocham cię.
- Ja ciebie też.
/KRT/
Oczami Justina
Strasznie bolał mnie łeb... za dwie godziny wchodzę na scenę, a czułem się jakbym obiegł całą ziemię wzdłuż równika. Siedziałem w swoim bosko luksusowym pokoju na milionowym pietrze jakiegoś hotelu... na łóżku obok mnie słodko spała Catalina. Nie chciałem jej budzić, założyłem więc bluzę i spodnie i po cichu wyszedłem z pokoju zostawiając dla Cataliny list i zapasowy klucz.
" Wyszedłem na spotkanie, zobaczymy się na koncercie. Buziaki. Justin"
Zjechałem windą na sam dół i wyszedłem przez główny hall na ulicę. Dookola wejścia stała metalowa barierka przy której kłębiły się rozemocjonowane fanki. Palnąłem jakieś "Love Ya" naciągnąłem mocniej czapkę i ruszyłem w stronę Starbucksa. Usiadłem w moim ulubionym miejscu - Wysokim barze w rogu. Podeszła do mnie uśmiechnięta kelnereczka. Była ubrana w mini czarną sukienkę i biały krociutki fartuszek. Standardowy strój w tej kawiarni. Grzecznie zapytała co podać, przysuwając karteczkę w kratkę i długopis. Zamaszyście podpisałem się i postawilem jakieś dziecinne serduszko. Kelnerka uśmiechnęła się perliście i jeszcze raz spytała:
-Co podać?
-Frappucinno z... toffie i bitą śmietaną i m&ms'y.
- Och, dobrze na koszt firmy.
- Dzisiaj moje urodziny? Bo nie przypominam sobie.
- Nie, to tak bez okazji.
- Z okazji, tego że jestem Justin Bieber?
- Nie, no co też pan?
- Słuchaj, dam ci wejściówkę za kulisy, ale pozwól mi zapłacić i traktuj mnie kurwa normalnie.
- Dopsz...
- Masz. - rzuciłem na blat kolorowy papierek. Nastolatki ze stolika obok spojrzały zawistnie. Kelnerka odeszła zadowolona, a ja zwrócilem uwagę na dziewczynę siedzącą parę stolków dalej. Wiała czarne lekko kręcone włosy jakby to powiedzieć... falowane. Bardzo jasną cerę i wielkie oczy, Ubrana była tak. A wielki dekolt jej koszulki sprawił że z kąciku ust zebrała mi się ślina. Nie patrzyła w moją stronę, a ja wlepiałem się w nią jak ostatni debil. Musiała być bogata miała biżuterię i ciuchy, które widywałem w drogich butikach, czasem kupowałem Catalinie. W końcu odwróciła się do mnie i delikatnie usmiechnęła. Podsunąłem się tuż koło niej i zacząłem:
-Hej...Jak masz na imię?
- Caroline, a ty? Dustin Pedał?
- Justin Bieber. - zrobiłem dziwną minę
- Acha, no tak. Słyszałam chyba, coś. - poprawiła włosy
Potem jeszcze parę minut nawijałem o swoim koncercie i tym podobne. Dałem jej wejściówkę. Zaprosiłem na drinka do hotelu. Gdy bylismy w windzie przypomniało mi się że w pokoju jest Catalina.
- Ok, to do zobaczenia a Salt Lake. Prowadzę, nie mogę gadać.
- Buziaki, kocham cię.
- Ja ciebie też.
/KRT/
Oczami Justina
Strasznie bolał mnie łeb... za dwie godziny wchodzę na scenę, a czułem się jakbym obiegł całą ziemię wzdłuż równika. Siedziałem w swoim bosko luksusowym pokoju na milionowym pietrze jakiegoś hotelu... na łóżku obok mnie słodko spała Catalina. Nie chciałem jej budzić, założyłem więc bluzę i spodnie i po cichu wyszedłem z pokoju zostawiając dla Cataliny list i zapasowy klucz.
" Wyszedłem na spotkanie, zobaczymy się na koncercie. Buziaki. Justin"
Zjechałem windą na sam dół i wyszedłem przez główny hall na ulicę. Dookola wejścia stała metalowa barierka przy której kłębiły się rozemocjonowane fanki. Palnąłem jakieś "Love Ya" naciągnąłem mocniej czapkę i ruszyłem w stronę Starbucksa. Usiadłem w moim ulubionym miejscu - Wysokim barze w rogu. Podeszła do mnie uśmiechnięta kelnereczka. Była ubrana w mini czarną sukienkę i biały krociutki fartuszek. Standardowy strój w tej kawiarni. Grzecznie zapytała co podać, przysuwając karteczkę w kratkę i długopis. Zamaszyście podpisałem się i postawilem jakieś dziecinne serduszko. Kelnerka uśmiechnęła się perliście i jeszcze raz spytała:
-Co podać?
-Frappucinno z... toffie i bitą śmietaną i m&ms'y.
- Och, dobrze na koszt firmy.
- Dzisiaj moje urodziny? Bo nie przypominam sobie.
- Nie, to tak bez okazji.
- Z okazji, tego że jestem Justin Bieber?
- Nie, no co też pan?
- Słuchaj, dam ci wejściówkę za kulisy, ale pozwól mi zapłacić i traktuj mnie kurwa normalnie.
- Dopsz...
- Masz. - rzuciłem na blat kolorowy papierek. Nastolatki ze stolika obok spojrzały zawistnie. Kelnerka odeszła zadowolona, a ja zwrócilem uwagę na dziewczynę siedzącą parę stolków dalej. Wiała czarne lekko kręcone włosy jakby to powiedzieć... falowane. Bardzo jasną cerę i wielkie oczy, Ubrana była tak. A wielki dekolt jej koszulki sprawił że z kąciku ust zebrała mi się ślina. Nie patrzyła w moją stronę, a ja wlepiałem się w nią jak ostatni debil. Musiała być bogata miała biżuterię i ciuchy, które widywałem w drogich butikach, czasem kupowałem Catalinie. W końcu odwróciła się do mnie i delikatnie usmiechnęła. Podsunąłem się tuż koło niej i zacząłem:
-Hej...Jak masz na imię?
- Caroline, a ty? Dustin Pedał?
- Justin Bieber. - zrobiłem dziwną minę
- Acha, no tak. Słyszałam chyba, coś. - poprawiła włosy
Potem jeszcze parę minut nawijałem o swoim koncercie i tym podobne. Dałem jej wejściówkę. Zaprosiłem na drinka do hotelu. Gdy bylismy w windzie przypomniało mi się że w pokoju jest Catalina.
<..::..>
Proszę, rozdział kiepski, ale cóż i tak mnie kochacie:) Ja was też. :)<3 Następny może nawet dziś.
Prolog części II.
Fakty:
- minęły dwa lata
- Christian i Audrey oraz Mickey i Jeylin nadal są razem
- Carter i Justin (Dave) rozeszli się rok temu
- Carter chodzi z Dylanem
- Audrey mieszka z matką.
Nieufnie spojrzalam na saszetkę szamponu koloryzujacego. Napis na niej głosił dumnie : Color 7.2 Foxy Red. Wzdrygnęłam się na myśl co by było gdyby… ech, nieważne. Weszłam pod prysznic , zmoczyłam głowę i drżącymi rękami nałożyłam specyfik na włosy. Wtarłam dokładnie, tak jak było napisane na opakowaniu. Spłukałam. Wyszłam na malutkeńki kremowy dywanik i spojrzałam w lustro. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wszystko poszło zgodnie z planem. Wysuszyłam włosy, wyprostowałam w czego efekcie wyglądały tak. Ubrałam się w to i pobiegłam na dół celem pokazania się mamie i pojechania do LittleMan’aJ Wtedy uświadomiłam sobie straszną rzecz… niuńka była w naprawie!!! Otworzyłam serduszko które miałam na szyji..
<:::>
Ocho, krótko ale od czego są prologi:) Mam nadzieję że wam się podoba:) Komentować:) Kocham was:)
środa, 10 listopada 2010
środa, 3 listopada 2010
Edytory Polyvore.
Jak pewnie zauważyłyście mamy edytory. Z boczku są takie białe kwadraty. Trzy od dołu są dla zabawy, a pierwszy jest na konkurs. Tematem konkursu jest jedna z bohaterek-Carter. Aby zapisać projekt musicie mieć konto lub kliknąć connect with facebook wtedy musicie mieć konto na facebooku.Zwycięzca dostanie w nagrodę cały rozdział swoimi oczami, lub jeżeli nie ma postaci- postać:) robię to, bo piszę bloga dla waas:)
jeżeli obrazek robi się wam taki brzydki to tam u góry w rogu kliknijcie nożyczki z napisem "Show bgd"
Enjoy:)
jeżeli obrazek robi się wam taki brzydki to tam u góry w rogu kliknijcie nożyczki z napisem "Show bgd"
Enjoy:)
wtorek, 2 listopada 2010
OK, my babies... show must go on:)
Hmm... namieszałam tu. Za dużo bohaterów, za dużo wątków... robie remanent! Usuwam paru bohaterów, robię new grafikę. Zaczynam część II. Enjoy:) Niedługo new rozdział. Tadaam...
OK, OK.:) Romantic Story jeżeli mnie czytasz to weź dodaj do obserwowanych pliis:) Kocham was ludzie:)
OK, OK.:) Romantic Story jeżeli mnie czytasz to weź dodaj do obserwowanych pliis:) Kocham was ludzie:)
poniedziałek, 1 listopada 2010
Info!
A więc jest mała zmiana:
Aundrey zmienia się w Audrey! Och... dla niedowidzących znikło "n" .
Co myślicie? mi się bardzej podoba Odri od Ondri:)
Aundrey zmienia się w Audrey! Och... dla niedowidzących znikło "n" .
Co myślicie? mi się bardzej podoba Odri od Ondri:)
czwartek, 23 września 2010
10.Znam go, nie mówi wszystkiego świadomie, szczególnie gdy przeszkadza mu się oglądać tyłek Rihanny... to w końcu to FACET!
-Christian?
- Tak? - leżeliśmy sobie na kanapie i oglądaliśmy MTV, leciało właśnie 'Te Amo' więc mój chłopak był poza światem... wlepiał gały w wijącą się Rihannę. Faceci...
- Nie mogę iść z tobą dzisiaj do Justina.
- Mhm...
- Christian, słuchasz mnie wogóle?
- Mhm...
- Christian!
- Co się drzesz? O co chodzi?
- Gapisz się na jakieś pornole, a ja do ciebie mówię!
- To są twoim zdaniem pornole? - zbulwersował się - To są pornole?! O, nie! to są TE-LE-DY-SKI! I sama mówiłaś, że lubisz Rihannę! - wrzasnął
- O! Ale nie lubię jak gapisz na jej... krągłości, kiedy ja do ciebie mówię.
- Dobrze, co mowiłaś?
- Że nie możemy iść dzisiaj do Christiana... znaczy do Justina. Słyszysz?
- Słyszę. Czemu? - wpakował sobie do ust popcorn
- Przyjeżdża... William.- potrząsnęłam włosami
- Pff... - wywrócił oczami
- Chciałbyś go poznać?
- Williama?! - wypluł parę ziarenek popcornu z ust
- Tak. - założyłam ręce na piersi
- Sorry, ale nie.
- On jest dla mnie bardzo ważny!
- I właśnie daltego nie.
- Jezuuu... Christian!
- Co? Nie lubię go i tyle.
- To jest mój przyjaciel...
- Masz wielu przyjaciół, tu w Salt Lake i nie potrzebujesz go.
- Jak możesz?
- Przepraszam, zazdrosny jestem. - pocałował mnie. Znam go, nie mówi wszystkiego świadomie, szczególnie gdy przeszkadza mu się oglądać tyłek Rihanny... to w końcu to FACET!
- O! Ale nie lubię jak gapisz na jej... krągłości, kiedy ja do ciebie mówię.
- Dobrze, co mowiłaś?
- Że nie możemy iść dzisiaj do Christiana... znaczy do Justina. Słyszysz?
- Słyszę. Czemu? - wpakował sobie do ust popcorn
- Przyjeżdża... William.- potrząsnęłam włosami
- Pff... - wywrócił oczami
- Chciałbyś go poznać?
- Williama?! - wypluł parę ziarenek popcornu z ust
- Tak. - założyłam ręce na piersi
- Sorry, ale nie.
- On jest dla mnie bardzo ważny!
- I właśnie daltego nie.
- Jezuuu... Christian!
- Co? Nie lubię go i tyle.
- To jest mój przyjaciel...
- Masz wielu przyjaciół, tu w Salt Lake i nie potrzebujesz go.
- Jak możesz?
- Przepraszam, zazdrosny jestem. - pocałował mnie. Znam go, nie mówi wszystkiego świadomie, szczególnie gdy przeszkadza mu się oglądać tyłek Rihanny... to w końcu to FACET!
Bardzo krótko:( ale sorry
piątek, 17 września 2010
Informacyjum!
Więc, mam poważne zamiary co do nowych bohaterów... zamierzam dodać:
- Szymona, tego co jak idzie to pod Jay uginają się nogi...:)
- Szymona z naszej klasy:P
- Paulinę(Jess:P)
- Mojego kuzyna od siedmiu boleści...(Miłosz... ugh:P)
- zły charakter, chłopaka(propozycje prosze!)
no wiec głosujcie w ankiecie. i jeszcze jedno...
wygląd bloga! te oczojebne wzorki... narazie jakoś doraźnie zmienie, ale weźcie mi pomózcie!
Denver:*
czwartek, 16 września 2010
9. Bo my się kochamy!
Jakieś dwa dni później...
~Oczami Aundrey~
Siedziałam sobie pod klasą, opierałam głowę na ramieniu Chrisa i prawie przysypiałam... Zaraz mieliśmy Dramę. Moja ukochana godzina. Tak już sobie odpływałam, gdy ze stanu błogiej nieobecności wyrwał mnie głos pani Dobskiej(haha, wiem że polskie nazwisko, ale pokusa była zbyt wielka), a właściwie to, że Christian podskoczył przerażony.
- Och, kogo my tu mamy?! Hewitt i Beadles! Czy wy nie wiecie, że teraz macie szorować podłogi w klasie chemicznej? Wasza koleżanka rozlała tam rozlała jakiś fosfor... czy wapń... jakieś tak chemidła. Gołąbki teraz lecą i szorują! A nie gruchają! Do pani Brown i szurum burum! No dawajcie. - Christian pomógł mi wstać, bo nikt normalny się z Dopską nie kłóci. Poczłapaliśmy do chemicznej i zaczęliśmy szorować... klęczałam na kolanach i umierałam ze śmiechu, bo Dave wydurniał się niemiłosiernie… Mickey i Jaylin patrzyli na siebie urzeczeni… to było piękne. Christian czasami cmokał mnie w czubek nosa i w końcu Gigi nie wytrzymała
~Oczami Aundrey~
Siedziałam sobie pod klasą, opierałam głowę na ramieniu Chrisa i prawie przysypiałam... Zaraz mieliśmy Dramę. Moja ukochana godzina. Tak już sobie odpływałam, gdy ze stanu błogiej nieobecności wyrwał mnie głos pani Dobskiej(haha, wiem że polskie nazwisko, ale pokusa była zbyt wielka), a właściwie to, że Christian podskoczył przerażony.
- Och, kogo my tu mamy?! Hewitt i Beadles! Czy wy nie wiecie, że teraz macie szorować podłogi w klasie chemicznej? Wasza koleżanka rozlała tam rozlała jakiś fosfor... czy wapń... jakieś tak chemidła. Gołąbki teraz lecą i szorują! A nie gruchają! Do pani Brown i szurum burum! No dawajcie. - Christian pomógł mi wstać, bo nikt normalny się z Dopską nie kłóci. Poczłapaliśmy do chemicznej i zaczęliśmy szorować... klęczałam na kolanach i umierałam ze śmiechu, bo Dave wydurniał się niemiłosiernie… Mickey i Jaylin patrzyli na siebie urzeczeni… to było piękne. Christian czasami cmokał mnie w czubek nosa i w końcu Gigi nie wytrzymała
- Jesteście w końcu razem, czy nie? – Ja spojrzałam na nią jak na wariatuńcia, a Christian tylko pokazał płot na ząbkach i powiedział
-Oczywiście, nie widać? – Dave śmiał się jak wariat, a my z miętówkami do siebie mrugałyśmy. Christian dodał:
- To nie żadne jak to Dopska ujęła chemidła, tylko sok winogronowy… która to wylała, co? – popatrzył po nas
- Pollyanne. Oczywiście, a co myślałeś! – powiedziała Carter odrzucając włosy
-Czy ten śmierdzący leń nigdy nic sam nie robi? – Christian walnął ścierką w podłogę
- Wątpię… gdyby się schyliła była by niezła zabawa… - powiedział Mickey
- No, w miniówce nie można uprawiać takich sportów ekstremalnych jak ścieranie podłogi. – Dave rył się jak nie wiem, z resztą wszyscy chłopacy się roześmiali. Poczułam palec na plecach i obróciłam się na plecy, bo myślałam że to Chris. Leżałam teraz pod wskaźnikiem Dopskiej, który przyszpilał mnie do ziemi… Partrzyłam na nią zdziwiona..
- Hewitt!Beadles! i cała reszta z dramy, macie szczęscie. Pani Gowdon prosiła mnie żebym was jak najszybciej przysłała za kulisy! Biegusiem! – zerwaliśmy się i w śmiechu polecieliśmy za kulisy.
-Hej, Hannah! – krzyknęłam do pani Gowdon. Właściwie nikt z uczniów nie mówił na nią pani Gowdon. Była aktorką, lekko po dwudziestce. Prowadziła w naszej szkole dramę. Chodziła z nami na zakupy, imprezy…
-Drey! Mam dla ciebie rolę. – powiedziała
- Serio jaką? - spytaliśmy naraz z Christianem i wybuchliśmy śmiechem
- Cowboyki! Fajnie no nie? – mówiła podekscytowana
-Bosko! – krzyknął Christian
-Fajnie. – odparłam – Chris, uspokój się, skarbie. – pogładziłam go po włosach
- Wy… ten teges razem? – spytała Pollyanne zdziwiona
- Tak. – dał mi buziaka w usta
- Och, jak zajefajnie! – wrzasnęła Hannah
- To niemożliwe! To nieprawda! – Wrzasnęła Polly i odeszła stukając obcasami
<..::..>
Ha, macie te moje wypociny... nic nowego oprócz tego, że jeżeli wam sie wydaje że Polly kocha sie w Chrisie to macie totally rację, ale on jest mój forever! Kocham!!! Cytat dnia:
No ale on ma piegi i to mu dodaje... takiej słodkości! by dominika nie powiem o kim ale się w 100%zgadzam:) next nie mam pojęcia kiedy narazie dam wam parę grafik
to ogólna
Ijeszcze jedna z Aundrey taka na szybkiego:
Takie cudeńka robie sama w Polyvorze i przyjmuje zamówienia:P za darmo najwyżej za jakąś reklamkę czy coś
Wasza Denver
środa, 15 września 2010
8."TYLKO JEDNA OSOBA W PRZYMIERZALNI"
Krążyliśmy o kolorowych alejkach z torbami pełnymi ciuchów. Christian trzymał mnie przykładnie za rączkę i tak wędrowaliśmy wsród wyprzedarzy i promocji... dzielnie znosił wystawianie przy przymierzalni, setki przymierzonych ciuchów, wybieranie pomiędzy jasno a ciemno zielonym, to o kłucił się ze sprzedawcami. Weszliśmy do jakiegoś sklepu, a ja zniknęłam w przymierzalni z górą ciuchów...gdy przymierzalam sukienkę <klik> ktoś musiał mi zapiąć zameczek... kto? obstawiacie Christiana? Ja też...
- Christian?!
- Eee... słucham?
- Zameczek! - szepnęłam do drzwi
- Zameczek? - spytał niepewnie
- Zapiąć!
-Aaaa... zapiąć zameczek! - wszedl i powoli zapiął mi 'zameczek'
- Ładnie?
- Bosko.
- Pogrubia...
- Nie...
- Kocham cię!
- Ja ciebie też...
- Ja bardziej!
-Akurat! - pocałował (ha! domcia jarasz sie:P?) mnie delikatnie, ale potem mocniej... tak, tak... sobie tak staliśmy przyssani, ale przeszkodził nam ochroniarz, bo Chris... nie zamknął drzwi:P Ochroniarz wskazał na tabliczkę "TYLKO JEDNA OSOBA W PRZYMIERZALNI"
-Proszę wyjść! To zabronione! - Wydarł się
- Ja tylko zapinałem zameczek...
- Tak, widziałem... Muszę was wyrzucić ze sklepu... Ubierz się, dziewczyno tego chłopaka i wychodźcie stąd! - Zapłaciliśmy i z uściechami na twarzyczkach wyszliszmy i ruszyliśmy w strone wyjścia. Położyliśmy zakupy na ziemi i usiedliśmy na krawężniku... jak żule:P Kocham mojego żula!
- Christian?!
- Eee... słucham?
- Zameczek! - szepnęłam do drzwi
- Zameczek? - spytał niepewnie
- Zapiąć!
-Aaaa... zapiąć zameczek! - wszedl i powoli zapiął mi 'zameczek'
- Ładnie?
- Bosko.
- Pogrubia...
- Nie...
- Kocham cię!
- Ja ciebie też...
- Ja bardziej!
-Akurat! - pocałował (ha! domcia jarasz sie:P?) mnie delikatnie, ale potem mocniej... tak, tak... sobie tak staliśmy przyssani, ale przeszkodził nam ochroniarz, bo Chris... nie zamknął drzwi:P Ochroniarz wskazał na tabliczkę "TYLKO JEDNA OSOBA W PRZYMIERZALNI"
-Proszę wyjść! To zabronione! - Wydarł się
- Ja tylko zapinałem zameczek...
- Tak, widziałem... Muszę was wyrzucić ze sklepu... Ubierz się, dziewczyno tego chłopaka i wychodźcie stąd! - Zapłaciliśmy i z uściechami na twarzyczkach wyszliszmy i ruszyliśmy w strone wyjścia. Położyliśmy zakupy na ziemi i usiedliśmy na krawężniku... jak żule:P Kocham mojego żula!
***
~Oczami Christiana~
Aundrey poszła do'swojego' pokoju żeby wszystko poprzymierzać... kolejny raz!Ja jej nigdy nie zrozumiem… przylatywała co chwilę w różnych szmatkach i pytała, czy ładnie, jakby nie wiedziała, że we wszystkim pięknie wygląda:P. Może i nie wiedziała, więc jej powiem. Kolejnym razem kiedy przyszła i spytała
<..::..> Macie^^ to dla was, bo romantyczne sfery mojego mózgu się uaktywniły z powodu listów miłosnych do świętego mikołaja... haha nie mogłam z tego:P jest romantycznie, prawda? cytat: "brak cytatu"
Ta dłoń miała być na policzku:P
-Ładnie?
-We wszystkim jesteś piękna.
- Kłamiesz! Ta cytrynowa sukienka mnie pogrubia i w ogóle…
- Aundrey, nie prawda.
- Mówisz tak tylko, żeby mnie pocieszyć!
- Wcale nie!
- Ohydnie wyglądam w tej cytrynie!
-To po co ją kupiłaś?
- Czyli ci się nie podoba?
- Podoba! I to bardzo! – Boże, daj mi cierpliwość do Aundrey, bo ją kocham!
- To po to ją kupiłam! – wyszła z pokoju, ale zaraz usłyszałem jej przerażony krzyk
-Christiaaan!!! – przestraszyłem się że znowu kogoś ukatrupili i poleciałem jak wariat do gościnnego…
- Co? Co się stało?
- Nie kupiliśmy piżamy! – patrzyła na mnie tymi wielkimi oczami trzymając w rękach koszulę i spódnicę. – A wydaliśmy wszystko.
- Możesz spać w mojej koszulce. Zaraz ci jakąś dam. – O co taki raban?
- Serio? Kochany jesteś! – rzuciła mi się na szyję, ona jest naprawdę szalona.
- Dobra, chodź ze mną. Coś wybierzesz. – wziąłem MOJĄ DZIEWCZYNĘ za rękę i poszliśmy przejrzeć moją prawie uporządkowaną szafę. Wybrała zwykłą „I <3 NY” i poszła się kąpać. Długo jej to zajęło. Potem poszła „porządkować” a ja czekałem. I już nie mogłem się doczekać… Potem poszła na dół zrobić kolację i nie pozwoliła mi iść ze sobą. Przyszła w końcu… Z mokrymi włosami, w mojej koszulce, która była tylko troszeczkę za duża i tacą pełną pyszności… dała mi całusa znowu poszła… tym razem po koc.:) Wróciła i usiadła pod kaloryferem. Zabrała się za pałaszowanie kanapek.
- O czym myślisz? – spytałem
- O Przesłuchaniu. – odgarnęła włosy z czoła
-Nie zamęczaj się… Drey!
-Nie w tym sensie. – popatrzyła mi ‘głęboko w oczy’
- W jakim?
- Powiedziałam, że jesteś moim chłopakiem. Jesteś zły? – spytała nieśmiało, a ja wybuchnąłem śmiechem – Śmiejesz się ze mnie!
- Bo jesteś moim kochanym głuptaskiem. To oczywiste że jesteśmy razem, tak mi się wydawało. – pocałowałem mojego głuptaska w usmarowane dżemem usta i uśmiechnąłem się do niej. Ona pokazała zęby i odrzuciła mi grzywkę z twarzy. Położyła mi dłoń(haha:P) i szepnęła
- Zawszę będę cię kochać, nawet gdy ty już przestaniesz mnie…
- Nie przestanę… - i połączyliśmy się w pocałunku prawdziwej miłości…
wtorek, 14 września 2010
7. Zaczyna się Gra cz.2.
- Co o niej wiesz?
-Nic, Nic o niej nie wiem.
- Mała, nie stawiaj się, bo i tak wszystko wiemy…
-Co niby możecie wiedzieć?
-Na przykład to, że na urodzinach Rosalii uderzyłaś ją… w twarz – To na pewno powiedziała ta cała Caitlin…
- Nie, proszę pana już mówiłam że jej nie znałam.
- Jak to? Ale była na twoich urodzinach?
- No, tak… Rosie ją przyprowadziła.
- I ty wpuściłaś obcą dziewczynę do domu? A może wcale nie obcą
- Obcą, ale Rosie ją zna a ja jej ufam!Co pan sugeruje?
-Czy zabiłaś Donnę?
-Nie. – płakałam już
-A co robiłaś gdy donna była… mordowana? – nacisnął na ostatnie słowo
- Witałam innych gości.
-Kogo?
-Wtedy… Akurat chyba Beadlesów.
-Christian Beadles to twój chłopak?
-Nie, raczej nie…
-Nie wiesz czy masz chłopaka?
-Kim pan kurde jest żebym się tu panu zwierzała?!
-Nie masz się zwierzać tylko ZEZNAWAĆ.
-Tak, to mój chłopak i co?
***
Oczami Christiana
Strasznie długo już ją przesłuchiwali a ja stałem jak głupi w korytarzu… zmieniałem czasem Dave’a w pocieszaniu Carter, bo była załamana… okryta kocykiem siedziała ze skulonymi nogami i na przemian śmiała się i płakała… Dave co chwile posyłał mi zakłopotane spojrzenia jakby zaraz miał sam się rozpłakać… wychodził na chwilę i zaraz wracał… Aundrey w końcu wyszła. I powiedziała:
-Christian, jak najszybciej mnie stąd zabierz… Chcę na zakupy!
- Dobrze, chodź. Tu za rogiem jest kawiarnia, wejdziemy i poczekamy na mamę bo pada. – była dopiero trzecia a pogoda ohydna… Audrey nie wyglądała na zmęczoną i zakupy rzeczywiście dobrze by jej zrobiły. Weszliśmy do tej kawiarni.
Oczami Aundrey
Weszliśmy do tej kawiarni, była urządzona dziwacznie. na szczęście zaraz przyjechała mama Christiana.
- Dzieci zawiozę was teraz do Grand Mall, bo musicie kupić ubrania... dobra opowiem wam od początku, tata Drey to mój stary przyjaciel - Chris wytrzeszczył te swoje piękne oczęta - i powiedział, że po pierwsze nie chce żebyś zblizała się do domu na pięćdziesiątej drugiej. Śpisz u nas... aż tata nie wróci. Wysłał mi jakieś 500$ żebyś kupiła sobie ubrania.Nie możesz wrócić tam nigdy.Tak powiedział.
- Śpi u nas? - spytał
- U ciebie, a nie z tobą... raczej.
<..::..>
Heyka! sorry że krótkie ale totally brak czasu! postanowiłam dodawać wam cytaty dnia zasłyszane w szkole i w ogóle...
Dzisiejszy Cytat Dnia: (nawet dwa) Pierwszy:
Daj mi gitarkę a zagram ci roka, bo ja potrafie:P
^^ hahaha nie mogę z tego^^ to by szymoneq zwany również<tym nowym w aparacie i okularach, co szlaja sie z kowalską>:P
Drugi:
Co to jest? Nieprzemakalne Sandałki? Panterowe!
^^ to jest by Marcin z grzywą:P
poniedziałek, 13 września 2010
6. Zaczyna się Gra. częśc 1.
Moje urodziny!Nareszcie... piętnastka. Zaprosiłam sporo osób, bo nie lubię tym oszczędzać. Przyjdą: oczywiście Carter i Jaylin, Rosie, Mia, Dave, Mickey, Hawda, Janson i nie mam pojęcia co mnie kurde podkusiło ale na jednej z kopert napisałam fioletowe "Christian Beadles" Przyjdzie to przyjdzie, a jak nie to też mała strata... znaczy bardzo bym chciała żeby przylazł. Każdy ma kogoś ze sobą wziąć:)
Było już za piętnaście czwarta i w drzwiach pojawili się : Carter z koleżanką, Jaylin z kuzynem, Janson z kumplem, Rosie z koleżanką, Hawda z chłopakiem. Dycha już... ale co tam:P rozsiadłam gości na kanapie podałam podpisane kubeczki i poszłam do kuchni szykować przekąski. Goście się integrowali co znaczy że pytali się o pierdoły typu "Lubisz Demi Lovato?". Ja w tym czasie kroiłam kanapeczki na malutkie kawałeczki. Potem przyszedł Mickey z bratem. (Fajnego on ma brata nie? - spytała mnie potem Rosie:P) Dostałam już trzecie dzisiaj kwiaty:) A potem... to było wejście smoka, bo w drzwiach stał odstrzelony Dave z Rudą dziewczyną i prezentem. Carter zrobiła wściekłą minę bo stali za ręce... zaciągnęła biedaczynę Dave'a do toalety i przemówiła do rozumu... Rudzielec okazał się kuzynką Dave'a.
- Ale to nic. Nie powinien się z nią TAK pokazywać... - Powiedziała obrażona
- Jak niby, co?
-Tak... parowo! Co on sobie myśli?Polly by zobaczyła i by była... fajna sytuacja- dokończyła - Aundrey co ty masz taką smutaśną minę? Nie martw się na pewno przyjdzie...
-Acha... - w tej chwili do kuchni wpadł Dave i spytał
- Gdzie trzymasz szklanki?
- Po prawej.
- Tu?
- po tej drugiej prawej...
- Acha.. spoko dzięki. - cmoknął Carter w policzek, a ona teatralnie odwróciła głowę trzepiąc włosami . Dave odszedł śmiejąc się pod nosem. A potem do drzwi zapukała rączką Christiana... Poszłam otworzyć. On stał tam i usmiechał się... do mnie. Przytuliłam go gdy dał mi kwatki... I zaczęłam ryczeć. Brawo Aundrey Love Hewitt! Staliśmy tak dość długo... Caitlin już dawno weszła, a my dalej. Wtem nadbiegła Carter strasznie przestraszona krzycząc:
- Czy mógłbyś łaskawie oddać mi przyjaciółkę? Wiem jak bardzo lubisz ją ściskać, ale ja mam BARDZO ważną sprawę!
-Co się kur*a stało? - wrzasnął
- Chodźcie. - poszliśmy za nią do kuchni. Na podłodze leżała koleżanka Rosie... miała ślady krwi na rękach i z nosa leciała jej krew... wpadłam w panikę, zaczęłam się dusić z... właściwie nie wiem czego. Christian przytulił mnie... a ja patrzyłam na wszystkich... mieli grobowe miny.
Było już za piętnaście czwarta i w drzwiach pojawili się : Carter z koleżanką, Jaylin z kuzynem, Janson z kumplem, Rosie z koleżanką, Hawda z chłopakiem. Dycha już... ale co tam:P rozsiadłam gości na kanapie podałam podpisane kubeczki i poszłam do kuchni szykować przekąski. Goście się integrowali co znaczy że pytali się o pierdoły typu "Lubisz Demi Lovato?". Ja w tym czasie kroiłam kanapeczki na malutkie kawałeczki. Potem przyszedł Mickey z bratem. (Fajnego on ma brata nie? - spytała mnie potem Rosie:P) Dostałam już trzecie dzisiaj kwiaty:) A potem... to było wejście smoka, bo w drzwiach stał odstrzelony Dave z Rudą dziewczyną i prezentem. Carter zrobiła wściekłą minę bo stali za ręce... zaciągnęła biedaczynę Dave'a do toalety i przemówiła do rozumu... Rudzielec okazał się kuzynką Dave'a.
- Ale to nic. Nie powinien się z nią TAK pokazywać... - Powiedziała obrażona
- Jak niby, co?
-Tak... parowo! Co on sobie myśli?Polly by zobaczyła i by była... fajna sytuacja- dokończyła - Aundrey co ty masz taką smutaśną minę? Nie martw się na pewno przyjdzie...
-Acha... - w tej chwili do kuchni wpadł Dave i spytał
- Gdzie trzymasz szklanki?
- Po prawej.
- Tu?
- po tej drugiej prawej...
- Acha.. spoko dzięki. - cmoknął Carter w policzek, a ona teatralnie odwróciła głowę trzepiąc włosami . Dave odszedł śmiejąc się pod nosem. A potem do drzwi zapukała rączką Christiana... Poszłam otworzyć. On stał tam i usmiechał się... do mnie. Przytuliłam go gdy dał mi kwatki... I zaczęłam ryczeć. Brawo Aundrey Love Hewitt! Staliśmy tak dość długo... Caitlin już dawno weszła, a my dalej. Wtem nadbiegła Carter strasznie przestraszona krzycząc:
- Czy mógłbyś łaskawie oddać mi przyjaciółkę? Wiem jak bardzo lubisz ją ściskać, ale ja mam BARDZO ważną sprawę!
-Co się kur*a stało? - wrzasnął
- Chodźcie. - poszliśmy za nią do kuchni. Na podłodze leżała koleżanka Rosie... miała ślady krwi na rękach i z nosa leciała jej krew... wpadłam w panikę, zaczęłam się dusić z... właściwie nie wiem czego. Christian przytulił mnie... a ja patrzyłam na wszystkich... mieli grobowe miny.
***
- Nic nie możemy zrobić.
- Jak to? Od czego jest pan lekarzem? - wrzeszczałam
- Ale nie potrafię uzdrowić trupa!
- Dobrze, już. Aundrey idź do dziewczyn. - powiedział Mickey i zaczął rozmawiać z polcjantem. To on znalazł ciało...
<..::..>
jutro dalej^^
sobota, 11 września 2010
5.Tajemnica
- No? I jak było?- zaraz w następny dzień dopadłyśmy Jaylin i próbowałyśmy wydusić z niej więcej niz da sie napisać w Smsie. Jaylin była rozpromieniona, to było najlepszą terapią dla niej teraz.
- Bardzo sympatycznie, dostałam kwiatki i w ogóle... on jest strasznie fajny, pozory chyba jednak mylą.
- Bosz... jakie to romantyczne! - Rosie podskoczyła - Padam...
- Dziecko, hamuj się! - Carter nie była w najlepszym humorze... Ja też. Głowa mnie cholernie bolała, byłam bardzo zmęczona, ale cieszyłam się że Jaylin "ma kogoś" byli dopiero raz w kinie, ale pasują do siebie:P
Jakieś sześć godzin później
~Oczami Carter~
Zapukałam do domu Dave'a. Nasunęłam kaptur dalej na czoło, bo w końcu w pobliżu mieszka Rosie. Otworzył w końcu.
- No, nareszcie. Mówię ci niedługo ktoś nas przytnie. - cmoknęłam go w policzek. Weszliśmy do jadalni, a Dave podał mi 'coś' na talerzu. 'Coś' miało kolor kawy z mlekiem, było udekorowane kopiastą łychą bitej śmietany(?) i posypane porzeczkami, czy coś w tym stajlu... a Dave pękał z dumy normalnie... nie chciałam żeby mu się przykro zrobiło, więc zabrałam się do jedzenia. Było znośne, ale musiałam nakłamać że mnie boli brzuch, bo zacząłby mnie boleć na prawde. Dave potem mi powiedzał że to był omlet czekoladowy... nie wyczuwałam czekolady, ale mniejsza z tym. Spojrzałam w te roześmiane oczka Dave'a i powiedziałam:
-Dave, ktoś nas w końcu przytnie. Na bank. I wtedy dopiero będzie na prawdę zajebiście.
-Carter, ja o tym wiem. Ale zastanawiałaś się co powie Jaylin? - byl nieco zasmucony
- Nie możemy się całe życie ukrywać, chować, kłamać. Oszukujemy wszystkich. Ja niedługo nie wytrzymam, mam po prostu tego serdecznie dość. I jeżeli wstydzisz sie mnie to...
- Co ty pieprzysz? Przecież dobrze wiesz, jak jest. Jaylin to twoja przyjaciółka.
- No tak... ale... ja już nie mogę! - krzyknęłam i rozpłakałam się - do kina chodzę w peruce i dziwnych ciuchach, nie mogę nic powiedzieć, nic dostać, dać. Jesteśmy fikcją, nie istniejemy. Nikt nie wie że jesteśmy razem i nie długo nam się zacznie tak wydawać. Musimy im powiedzieć.
-Ale jeszcze nie teraz.
Resztę czasu spędziliśmy na rozmowie...
- No właśnie: Jak to? - spytała Jaylin, łapiąc za rękę Mickey'a.
- Nie wiedziałam jak wam powiedzieć. Ale nie gniewacie się, co?
- Eeee... - Aundrey nie była pewna
- Ja nie, cieszę się że jesteś szczęśliwa. - z uśmiechem na twarzy Jaylin przytuliła mnie mocno, wywołując u wszystkich wytrzeszcz oczu na maxymalną szerokość.- A ty, Drey?
- No, ja właściwie też. - Powiedziała usmiechając się...
- Bardzo sympatycznie, dostałam kwiatki i w ogóle... on jest strasznie fajny, pozory chyba jednak mylą.
- Bosz... jakie to romantyczne! - Rosie podskoczyła - Padam...
- Dziecko, hamuj się! - Carter nie była w najlepszym humorze... Ja też. Głowa mnie cholernie bolała, byłam bardzo zmęczona, ale cieszyłam się że Jaylin "ma kogoś" byli dopiero raz w kinie, ale pasują do siebie:P
Jakieś sześć godzin później
~Oczami Carter~
Zapukałam do domu Dave'a. Nasunęłam kaptur dalej na czoło, bo w końcu w pobliżu mieszka Rosie. Otworzył w końcu.
- No, nareszcie. Mówię ci niedługo ktoś nas przytnie. - cmoknęłam go w policzek. Weszliśmy do jadalni, a Dave podał mi 'coś' na talerzu. 'Coś' miało kolor kawy z mlekiem, było udekorowane kopiastą łychą bitej śmietany(?) i posypane porzeczkami, czy coś w tym stajlu... a Dave pękał z dumy normalnie... nie chciałam żeby mu się przykro zrobiło, więc zabrałam się do jedzenia. Było znośne, ale musiałam nakłamać że mnie boli brzuch, bo zacząłby mnie boleć na prawde. Dave potem mi powiedzał że to był omlet czekoladowy... nie wyczuwałam czekolady, ale mniejsza z tym. Spojrzałam w te roześmiane oczka Dave'a i powiedziałam:
-Dave, ktoś nas w końcu przytnie. Na bank. I wtedy dopiero będzie na prawdę zajebiście.
-Carter, ja o tym wiem. Ale zastanawiałaś się co powie Jaylin? - byl nieco zasmucony
- Nie możemy się całe życie ukrywać, chować, kłamać. Oszukujemy wszystkich. Ja niedługo nie wytrzymam, mam po prostu tego serdecznie dość. I jeżeli wstydzisz sie mnie to...
- Co ty pieprzysz? Przecież dobrze wiesz, jak jest. Jaylin to twoja przyjaciółka.
- No tak... ale... ja już nie mogę! - krzyknęłam i rozpłakałam się - do kina chodzę w peruce i dziwnych ciuchach, nie mogę nic powiedzieć, nic dostać, dać. Jesteśmy fikcją, nie istniejemy. Nikt nie wie że jesteśmy razem i nie długo nam się zacznie tak wydawać. Musimy im powiedzieć.
-Ale jeszcze nie teraz.
Resztę czasu spędziliśmy na rozmowie...
***
- Jak to? - Mia otworzyła szeroko buzię...- No właśnie: Jak to? - spytała Jaylin, łapiąc za rękę Mickey'a.
- Nie wiedziałam jak wam powiedzieć. Ale nie gniewacie się, co?
- Eeee... - Aundrey nie była pewna
- Ja nie, cieszę się że jesteś szczęśliwa. - z uśmiechem na twarzy Jaylin przytuliła mnie mocno, wywołując u wszystkich wytrzeszcz oczu na maxymalną szerokość.- A ty, Drey?
- No, ja właściwie też. - Powiedziała usmiechając się...
<..::..>
Sorry, że napisałam wam taką krótką beznadzieję... ale głowa mnie boli jak nie wiem. Podziękowania dla Julii, bo mnie zagrzewa do pisania i dla Domci, za to samo. KOCHAM was<3 Następny w poniedziałek ok.16 ale nie wiem....
piątek, 10 września 2010
Troszke informacyjów:P
A więc, prosił lud o różne informacje, męczył lud i męczył i w końcu wymęczył:
1. Postaci (oprócz Handy) mają około 14-15 lat.
2. NIE MAM POJĘCIA kto z kim w końcu będzie!
3. Proszę mnie nie szantażować, z dodawaniem rozdziałów, bo nie chce wam dawać rąbanki wieprzowej tylko dlatego żeby była szybciej.
4. Jeżeli macie zastrzeżenia do mojego stylu pisania to proszę kierować na E-mail, i to tylko wtedy jeżeli chcecie poznać dalsze losy naszej słitaśnej Aundrey i nie wygodnie wam się czyta. Nie po to żeby mnie zdołować.
5. Jeżeli chcielibyście np. żeby Jaylin i Dave się zeszli czy takie pierdoły to przyjmuję TYLKO na maila, bo mam potem bałagan.Nawet osoby ktore znają mnie prywatnie TYLKO I WYŁĄCZNIE na maila.
6. Błagam komentujcie, bo nie wiecie ile dla mnie znaczy jeden komentarz.
DenverLoose
1. Postaci (oprócz Handy) mają około 14-15 lat.
2. NIE MAM POJĘCIA kto z kim w końcu będzie!
3. Proszę mnie nie szantażować, z dodawaniem rozdziałów, bo nie chce wam dawać rąbanki wieprzowej tylko dlatego żeby była szybciej.
4. Jeżeli macie zastrzeżenia do mojego stylu pisania to proszę kierować na E-mail, i to tylko wtedy jeżeli chcecie poznać dalsze losy naszej słitaśnej Aundrey i nie wygodnie wam się czyta. Nie po to żeby mnie zdołować.
5. Jeżeli chcielibyście np. żeby Jaylin i Dave się zeszli czy takie pierdoły to przyjmuję TYLKO na maila, bo mam potem bałagan.Nawet osoby ktore znają mnie prywatnie TYLKO I WYŁĄCZNIE na maila.
6. Błagam komentujcie, bo nie wiecie ile dla mnie znaczy jeden komentarz.
DenverLoose
4.Gerberki:P
Siedziałyśmy z miętówkami na podłodze w moim pokoju i myślałyśmy co z tym fantem zrobić...(pobitą Jaylin:). Carter(czyli Gigi) leżała właściwie, z twarzą do podłogi, bo nie mogła się pogodzić ze złem tego świata... wariat mały:) Jaylin już się otrząsnęła, i razem z nami myślała tylko, że z okładem na oku. Carter wymyśliła, że Jay powinna używać dobrze kryjącego pudru...
~Oczami Aundrey~
O, nie... ja i ten ćwok? Ten ćwokowaty ćwok? Mam siedzieć na matmie z Mickeyem Gedeonsem... pff! Zabiję się prędzej! Klapnęłam jednak niechętnie koło Mickiego, wcale się nie zabijając... od razu przystąpił do integracji... miętówki mówiły że jest "specyficzny"
- Hej, jestem Mickey! - wyciągnął łapę, jakoś nie miałam ochoty jej uścisnąć. Powiedziałam tylko:
- Aundrey. - i otworzyłam zeszyt
- Aaa... może byś poszła ze mną i z tą swoją... koleżanką - ruchem głowy wskazał na Jaylin. - do..kina? Bo mam na wieczór trzy bilety... znaczy dwa. - jąkał się jak durnota
- Czyli mam poprosić Jaylin, żeby z tobą poszła, tak? - śmiać mi się z tego ciołasa chciało...
- A możesz? - podrapał się w szyję
- Och, czy ja wiem? To raczej twoje zadanie. -założyłam ręce na piersi i patrzyłam na niego wyczekująco. Mruknął coś pod nosem i na następnej przerwie podszedł do Jaylin zarzucając grzywą.
- I tak się wyda- westchnęła zrezygnowana Jaylin
- Och, ale mamy problemsy... w o góle to dlaczego on ci tak zdrowo przyjebał? - spytałam
- Kłóciliśmy się ostro... bardzo ostro i w nerwach go wyzwałam, a on wtedy mi tak przywalił... tadaam!
- Ojej... - Carter zaryła w dywan
- Cartie... ja nie wiem co robić? Pizama party?
- Taak! - Wydarło się dziecko Carter i znowu zaryło w podłogę - Auć!
- No, ja nie mam wyjścia.
***
Minął tydzień... ani razu nie spotkałyśmy naszych romełów(haha:P) i było nam z tym dobrze, szczególnie Jay. Rana się zagoiła, a prawdę znamy tylko my, mama Jaylin została poczęstowana bajeczką typu " przewróciłam się" ale wydaje mi się, że zna prawdę. Jaylin jest w ciężkim stanie psychicznymi grozi jej depresja, ale nie z powodu Dave'a. Z powodu jej brata. Wyjechał na studia i Jay się załamała.Za prośbą pani Johansonn zabieramy ją stale na miasto, na zakupy i takie bzdety. To nawet działa, ale ma ciężkie chwile, wtedy jest strasznie... krzyczy, płacze i wali rękami.
Siedziałyśmy u mnie i zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć. W drzwiach stał... Dave.
~Oczami Jaylin~
Stanęłam na szczycie schodów, w drzwiach stał Dave. Poczułam, że nie mogłabym go odrzucić, że za bardzo go kocham... za bardzo. Spojrzałam na Carter, stała i poprawiała włosy, jakby miała gdzieś cały świat. Pewnie z resztą tak było.:) Spojrzałam jeszcze raz na Dave'a, a potem na Aundrey, która stała z otwartymi ustami i gapiła się raz na mnie, raz na Dave'a. Podbiegłam do drzwi i w gardle miałam wielką gulę. Odgarnęłam włosy z twarzy i spytałam patrząc w te jego zabójcze czekoladowe oczy:
- Czego chcesz? Czego teraz chcesz? - nie mogłam mowić bo w gardle dusiłam szloch...
- Proszę... dla ciebie. - wyciągnął zza pleców trzy gerbery (dla ludzików które nie wiedzą co to są GERBERY <klik>) a ja... rozpłakałam się jak dziecko, to moje ulubione kwiatuszki. Przywaliłam mu tymi ślicznymi kwiatuszkami i poczułam, że gdybym była rzeczywiście pierdoloną dziwką, to właśnie teraz bym to pokazała mu wybaczając. Nienawidziłam tych jego ślicznych oczek, słodkiego noska i tych... kurde, zajefajnych włosów. Waliłam go gerberkami po tej ślicznej buźce i nie chciałam za nic przestać...
miesiąc później:
O, nie... ja i ten ćwok? Ten ćwokowaty ćwok? Mam siedzieć na matmie z Mickeyem Gedeonsem... pff! Zabiję się prędzej! Klapnęłam jednak niechętnie koło Mickiego, wcale się nie zabijając... od razu przystąpił do integracji... miętówki mówiły że jest "specyficzny"
- Hej, jestem Mickey! - wyciągnął łapę, jakoś nie miałam ochoty jej uścisnąć. Powiedziałam tylko:
- Aundrey. - i otworzyłam zeszyt
- Aaa... może byś poszła ze mną i z tą swoją... koleżanką - ruchem głowy wskazał na Jaylin. - do..kina? Bo mam na wieczór trzy bilety... znaczy dwa. - jąkał się jak durnota
- Czyli mam poprosić Jaylin, żeby z tobą poszła, tak? - śmiać mi się z tego ciołasa chciało...
- A możesz? - podrapał się w szyję
- Och, czy ja wiem? To raczej twoje zadanie. -założyłam ręce na piersi i patrzyłam na niego wyczekująco. Mruknął coś pod nosem i na następnej przerwie podszedł do Jaylin zarzucając grzywą.
czwartek, 9 września 2010
3 i pół Czwarta wiadomość
od:Christian Beadles
Aundrey, przepraszam za to co zrobiłem, zachowałem się jak debil, wcale nie lubię Mandy i myślę ze moglibysmy byc razem, szczesliwi. to dość odważne stwierdzenie wiem, ale pamietasz co ci wtedy w lazience powiedziałem? kocham cie aundrey, na zawsze i zawsze. nienawidzisz mnie prawda? ale ja cie kocham
christian
Słabo mi się zrobiło... my? razem? szczęśliwi? ale ja go kocham on mnie i sprawa wydaje się cholernie prosta. ale ja to mam takie szczęście że zaraz coś cholernie prostego jest nadal cholerne ale trudne. Odebrałam telefon od Jaylin i usłyszałam jej głos... płakała:
- Aundrey, jesteś w domu?
- Tak, Jay, co się stało? - spytałam
-Ja... ja... ja nie mogę wejść do domu, Drey mogę przyjść do ciebie? - dukała
- Pewnie przylatuj!
Za jakieś piętnaście minut zaryczana Jaylin stała w drzwiach mojego domu i powiedziała
- Dave powiedział że jestem pierdoloną dziwką. - wytrzeszczyłam gały na całą szerokość
-Eeee... jak to?
- Bo nie chciałam go zaprosić do domu. Nie mogłam, bo zrobił mi to...-odsłoniła grzywkę i pokazała światu podbite oko i szramę na policzku...
Aundrey, przepraszam za to co zrobiłem, zachowałem się jak debil, wcale nie lubię Mandy i myślę ze moglibysmy byc razem, szczesliwi. to dość odważne stwierdzenie wiem, ale pamietasz co ci wtedy w lazience powiedziałem? kocham cie aundrey, na zawsze i zawsze. nienawidzisz mnie prawda? ale ja cie kocham
christian
Słabo mi się zrobiło... my? razem? szczęśliwi? ale ja go kocham on mnie i sprawa wydaje się cholernie prosta. ale ja to mam takie szczęście że zaraz coś cholernie prostego jest nadal cholerne ale trudne. Odebrałam telefon od Jaylin i usłyszałam jej głos... płakała:
- Aundrey, jesteś w domu?
- Tak, Jay, co się stało? - spytałam
-Ja... ja... ja nie mogę wejść do domu, Drey mogę przyjść do ciebie? - dukała
- Pewnie przylatuj!
Za jakieś piętnaście minut zaryczana Jaylin stała w drzwiach mojego domu i powiedziała
- Dave powiedział że jestem pierdoloną dziwką. - wytrzeszczyłam gały na całą szerokość
-Eeee... jak to?
- Bo nie chciałam go zaprosić do domu. Nie mogłam, bo zrobił mi to...-odsłoniła grzywkę i pokazała światu podbite oko i szramę na policzku...
<..::..>
Och, ale fajnie! Jaylin pobita, Aundrey zakochana ze wzajemnością, dzieje sie:)
Dedicated to Julia(our pour sweet Jaylin)
Dominika (Gigi:P)
niedobry Dave!
haha:P komentować chodzby anonimowo!
3.Bal. Bal sral...
Nadszedł dzień, kurczaki... balu! Christian stwierdził(debil jeden!) że pójdzie z Mandy. Bo niby jej obiecał, że jak on jej to powie... srata ta ta. Och... ja to mam życie. Od rana chodziłam wściekła jak... krowa! Mandy co chwilę posyłała mi uśmieszki, a ja zaciskałam zęby i szłam dalej. Jaylin kazała mi się nie przejmować, a Gigi śpiewała, tańczyła i w ogóle była poza bożym światem, bo jako jedyna z nas miała parę... chłopiec z najmłodszej grupy:P więc nie otrzymałam żadnych porad.Wieczorem wystroiłam się od nie chcenia... czarna sukienka z trzyczwartym rękawem, z bufkami.. Nawet malować mi się nie chciało. Poczłapałam z Jaylin za rączkę i stanęłyśmy zgodnie z zaleceniami "Ci co nie mają partnera lub partnerki na koniec" zgrzytałam zębami, a Gigi machała nam radośnie z przodu trzymając za rękę dziewięciolatka... wtedy Jaylin szturchnęła mnie i szepnęła:
-Aundrey, idą. Nie patrz lepiej.
- Chcę się z nich pośmiać! - krzyknęłam
- Tylko nie rzuć się na Mandy z pazurami. - chichotka z przodu zakryła tipsowaną łapą szminkowaną japę.
- Stul pysk. - powiedziała Jay i pogładziła mnie po głowie jak starsza siostra - Ty nic nie wiesz o prawdziwej miłości... - zgromiłam ją wzrokiem(on zabija!!!)
-Taka miłość, że idzie z inną... - dziecko z plastiku zaczęło znowu wytwarzać dźwięki godne hieny. A ja? Ja patrzyłam jak ostatnia na ciągniętego za Mandy Christiana, który udawał, że mnie nie widzi... wtedy odechciało mi się balu. Zapragnęłam wrócić do domu i nie patrzeć na tą szczerzuję! Powiedziałam Jaylin:
-Jay, ja stąd idę. Nie wytrzymam.
- Weź, nie pieprz! Dasz za wygraną?
-Dobra chodź wchodzimy. Co ja kurwa wyprawiam?
- Aundrey, Aundrey Love-Hewitt! Co ty mówisz?- zagrzamiał mi nad głową głos kierownika
- Przeprasza, proszę pana! To z nerwów! - Jaylin mnie usprawiedliwiła.
- Uspokój się Love-Hewitt. I masz do końca dnia zakaz wychodzenia z pokoju! Po balu idziesz grzecznie do domu i cię nie ma!- kierownik mówił z rozkoszą wlepiania mi szlabanu
-Dopsz.- powiedziałam i poszłam z Jaylin do środka. Christian ten idiotyczny stwór... usiadł najdalej jak mógł. Ale to dobrze bo bym nic nie zjadła, a było pyszne:) Po balu podreptałam grzecznie do domku i zasnęłąm jak zabita...
-Aundrey, idą. Nie patrz lepiej.
- Chcę się z nich pośmiać! - krzyknęłam
- Tylko nie rzuć się na Mandy z pazurami. - chichotka z przodu zakryła tipsowaną łapą szminkowaną japę.
- Stul pysk. - powiedziała Jay i pogładziła mnie po głowie jak starsza siostra - Ty nic nie wiesz o prawdziwej miłości... - zgromiłam ją wzrokiem(on zabija!!!)
-Taka miłość, że idzie z inną... - dziecko z plastiku zaczęło znowu wytwarzać dźwięki godne hieny. A ja? Ja patrzyłam jak ostatnia na ciągniętego za Mandy Christiana, który udawał, że mnie nie widzi... wtedy odechciało mi się balu. Zapragnęłam wrócić do domu i nie patrzeć na tą szczerzuję! Powiedziałam Jaylin:
-Jay, ja stąd idę. Nie wytrzymam.
- Weź, nie pieprz! Dasz za wygraną?
-Dobra chodź wchodzimy. Co ja kurwa wyprawiam?
- Aundrey, Aundrey Love-Hewitt! Co ty mówisz?- zagrzamiał mi nad głową głos kierownika
- Przeprasza, proszę pana! To z nerwów! - Jaylin mnie usprawiedliwiła.
- Uspokój się Love-Hewitt. I masz do końca dnia zakaz wychodzenia z pokoju! Po balu idziesz grzecznie do domu i cię nie ma!- kierownik mówił z rozkoszą wlepiania mi szlabanu
-Dopsz.- powiedziałam i poszłam z Jaylin do środka. Christian ten idiotyczny stwór... usiadł najdalej jak mógł. Ale to dobrze bo bym nic nie zjadła, a było pyszne:) Po balu podreptałam grzecznie do domku i zasnęłąm jak zabita...
***
Nareszcie w domu... wczoraj poszłam, spać zaraz po balu i nic nie pamiętam... ale jestem w domu już, nareszcie! Weszłam do pokoju, rzuciłam rzeczy na łóżko i odpaliłam laptopa. Zalogowałam się na twitterze, facebooku itd. na skrzynce 4 nowe wiadomości
od: Danna Cole
temat: Basen!
hej, aundrey ten basen to jeszcze aktualny? bo sie nie odzywasz:P
danna
odpisałam jakieś bzdury, że nie mogę bo mój kot zatruł sie niedogotowaną wątróbką srututu:P
od:Mandeline Hodgson
temat: brak tematu
co ty sobie dziecko myślisz? christian jest MOJ! przeciez poszedl ze mna na bal. zal mi cie dziecko ze sie łudzisz. on kocha mnie. to jest proste, i odwal sie od nas
Mandy
Brr... to dziecko jest nienormalne... nawet nie odpisałam
kolejna
od:Helenne Frances
aundrey! wyślij mi tą nowa piosenke katie davanne, błagam! georgia mowila ze masz.
Hellene buziaki!
Boże zmiłuj się! Ja zwariuję! Ja nie potrafię tak żyć!
środa, 8 września 2010
2.
Siedziałam na mostku nad rzeką i miałam świetny humor, ale co tam zawsze znajdzie się ktoś kto to spieprzy, zawsze. Tym razem to była Mandy. Nie zaskoczyło mnie to... Mandy podeszła do mnie i usiadła przy mnie na mostku, jej poważna mina doprowadzała mnie do niewyżytego śmiechu, ale ona miała minę... zdziwioną.
-Coś się stało? - spytałam, bo w głebi duszy jestem dobra dla ludzi (haha xd)
- Bo, wiesz co mi ten twój Christian powiedział? - spytała oburzona
- No, co? -zaśmiałam się w duchu (mój duchu ja cię kocham!)
- Że... żebym nie pakowała się w lateks, bo on nie chce wyjść na dziwkarza... to twoja wina! - wskazała na mnie palcem. To dziecko jest psychiczne... na prawdę. Moja wina? Ja bym chciała... Mandy bardzo szybko zmieniła minę ze zdziwionej na zawistną. Doprowadzało mnie to do szału, więc odeszłam szybko i w duchu(aaaw! kocham) nuciłam jakąś pioseneczkę. Weszłam do pokoju i zobaczyłam siedzących przy stole chłopaków i dziewczyny które biegały i przebierały się strasznie wrzeszcząc... stałam chwilę z rozwartą japą i podeszłam do stołu
-Obama przyjeżdża? - spytałam
- Nie, gorzej... - powiedział Dave
- Idziemy na miasto - dokończył Mickey
- Idziesz z nami? - Spytał Dave
- No ale musze sie przebrać! - wybuchneli śmiechem
- Pospiesz się tylko
- Ok.
Poszłam najpierw się uczesać, gdy nakładałam właśnie jakiś balsam (Mocne i błyszczące włosy Plus&Up) do drzwi zapukał ktoś i zapytał:
-Mogę? - o kurde, to był Christian!
- Tak, pewnie. - powiedziałam starając się żeby nie brzmieć zbyt dziwnie. Christian wszedł i usmiechnął się ponuro.
-Coś się stało?
- Rozmawiałaś z Mandy, prawda? - spytał zmartwiony
- Tak, skąd wiesz?
- Bo mi ktoś powiedział(xd To był sarkazm:P)
- Serio? Kto?
- Hawnie. Jak jesteś po stronie Mandy to wal! - zza drzwi usłyszałam chichot Gigi
-To ty jesteś po jej stronie!- wymierzyłam w niego palcem
- Ciekawie się robi... - usłyszałam Dave'a
-Zamknij jadaczkę! - szepnęła Jaylin
- Właśnie że nie! Ona, powiedziała że, że... - zawiesił się
- Że co? - kurwa, dlaczego pan Beadles musi być tak wkurzający...? Aaaw, jakie on ma śliczne włoski... i nosek... i w ogóle calutki jest sliczniutki:P
- Że jak z nią pójdę na ten bal to... to ona nikomu nie powie. - Westchnął ciężko
- Czego? Czego ma nie powiedzieć? - wrzeszczałam trochę (troszeczkę!)
-No...że...
-Coś się stało? - spytałam, bo w głebi duszy jestem dobra dla ludzi (haha xd)
- Bo, wiesz co mi ten twój Christian powiedział? - spytała oburzona
- No, co? -zaśmiałam się w duchu (mój duchu ja cię kocham!)
- Że... żebym nie pakowała się w lateks, bo on nie chce wyjść na dziwkarza... to twoja wina! - wskazała na mnie palcem. To dziecko jest psychiczne... na prawdę. Moja wina? Ja bym chciała... Mandy bardzo szybko zmieniła minę ze zdziwionej na zawistną. Doprowadzało mnie to do szału, więc odeszłam szybko i w duchu(aaaw! kocham) nuciłam jakąś pioseneczkę. Weszłam do pokoju i zobaczyłam siedzących przy stole chłopaków i dziewczyny które biegały i przebierały się strasznie wrzeszcząc... stałam chwilę z rozwartą japą i podeszłam do stołu
-Obama przyjeżdża? - spytałam
- Nie, gorzej... - powiedział Dave
- Idziemy na miasto - dokończył Mickey
- Idziesz z nami? - Spytał Dave
- No ale musze sie przebrać! - wybuchneli śmiechem
- Pospiesz się tylko
- Ok.
Poszłam najpierw się uczesać, gdy nakładałam właśnie jakiś balsam (Mocne i błyszczące włosy Plus&Up) do drzwi zapukał ktoś i zapytał:
-Mogę? - o kurde, to był Christian!
- Tak, pewnie. - powiedziałam starając się żeby nie brzmieć zbyt dziwnie. Christian wszedł i usmiechnął się ponuro.
-Coś się stało?
- Rozmawiałaś z Mandy, prawda? - spytał zmartwiony
- Tak, skąd wiesz?
- Bo mi ktoś powiedział(xd To był sarkazm:P)
- Serio? Kto?
- Hawnie. Jak jesteś po stronie Mandy to wal! - zza drzwi usłyszałam chichot Gigi
-To ty jesteś po jej stronie!- wymierzyłam w niego palcem
- Ciekawie się robi... - usłyszałam Dave'a
-Zamknij jadaczkę! - szepnęła Jaylin
- Właśnie że nie! Ona, powiedziała że, że... - zawiesił się
- Że co? - kurwa, dlaczego pan Beadles musi być tak wkurzający...? Aaaw, jakie on ma śliczne włoski... i nosek... i w ogóle calutki jest sliczniutki:P
- Że jak z nią pójdę na ten bal to... to ona nikomu nie powie. - Westchnął ciężko
- Czego? Czego ma nie powiedzieć? - wrzeszczałam trochę (troszeczkę!)
-No...że...
***
- Serio ci tak powiedział? - Gigi pytała rozemocjonowana przeżuwając pianki:P
- Ehm... - mruknęłam
- A ty się w ogóle nie cieszysz! Już chyba ja bardziej! - Krzyczała. Siedziałyśmy już w kawiarni w mieście i korzystając z okazji że chłopcy poszli "testować nowe gry w sklepie za rogiem :P" powiedziałam Gigi co usłyszałam od Beadlesa. Jaylin poszła do toalety, ale zaraz jak wróci Gigi zatroszczy się o to żeby była należycie poinformowana. Zaraz tak się stało.
-Wiedziałam, że tak będzie! - Jaylin dołączyła do Gigi w przeżuwaniu pianek. - Wiedziałam od pierwszego dnia normalnie. - uniosła palec do góry robiąc minę nr.7
- Ale co ty z tym zamierzasz zrobić? - spytała Gigi wyraznie przejęta.
-On jest taki śliczniutki... - powiedziała Jaylin
-Ej ty!Leć do Dave'a lepiej! - roześmiałam się
- Dobra dziewczyny jest sprawa. - powiedziała Gigi ktora nagle straciła humor. Nie wiedzieć czemu...
- Ale co ty z tym zamierzasz zrobić? - spytała Gigi wyraznie przejęta.
-On jest taki śliczniutki... - powiedziała Jaylin
-Ej ty!Leć do Dave'a lepiej! - roześmiałam się
- Dobra dziewczyny jest sprawa. - powiedziała Gigi ktora nagle straciła humor. Nie wiedzieć czemu...
<...:::...>
Uff to co właśnie przeczytaliście to owoc mojej pracy... ciężkiej! Wypociny, beznadzieja i w ogóle bleeeee! Ale jak się podoba to klikajcie w "dodaj komentarz" czy jak mu tam... Rozdział dedykuje Domci, Sugerkowi naszej wspaniałej Gigi:P ktora jako jedyna chyba to czyta:P
wtorek, 31 sierpnia 2010
1. Spadaj pudernico!
--Aundrey, mówię ci normalnie tyle było- relacjonowała z zapałem Gigi pokazując palcami jakieś dwa centymetry - mówię ciiii... szkoda że poszłaś do kibelka. Żałuj kochanie, bo to było coś, mmm... jak sobie pomyślę teraz to żołądek do gardła podskakuje. Ściskałam się z najlepszym chłopakiem pod słoneczkiem.
- Haha, wiesz że w tej sprawie mam nieco inne zdanie - powiedziałam siorbiąc przez słomkę ostatki coli z dna. Po chwili doszła do nas Jaylin.
- Dziewczyny, nie zgadniecie gdzie byłam!
- Kurde, ale wy dzisiaj jesteście najarane… - mruknęłam
- Aundrey, patrz kto idzie… – Jaylin szturchnęła mnie ramieniem a Gigi uśmiechnęła się do mnie
- Miętówki, tyle razy wam mówiłam… - zaczęłam poirytowana
- Cześć Aundrey! – krzyknął Christian przechodząc koło nas
- Cześć! – pomachałam do niego, a miętówki trzymały się za brzuchy ze śmiechu. O co im chodzi? I tak je kocham. – O co wam chodzi?
- Aundrey ty jesteś niemożliwa… - Jaylin dukała przez śmiech
- Cześc Aundrey! Cześć! – to niedorozwinięte dziecko – Gigi udawało jakiegoś zrąbanego plastika. Pomachała i wyszczerzyła się, a Jaylin dostała kolejnego ataku śmiechu. Ryła się jak głupia, kiedy zobaczyłam że w naszą stronę idzie ta zryja – Mandy.
- Miętówki! Odwrót! Wrogowie z trzynastki wytoczyli ciężkie działa! Mandy nadchodzi!- szepnęłam i wycofałyśmy się chichocząc za najbliższy budynek.
-Mandy to jedyny minus tego obozu, prawda? – spytała Jaylin cicho opierając się o ścianę. Gigi pokiwała energicznie głową i powiedziała:
- Oooo taaak! – wyjrzałyśmy za róg i sprawdziłyśmy czy ciężkie działa są w pobliżu… nie było jej! Wyszłyśmy z ukrycia i od razu dopadła na Mandy... pech. Ale cóż... Mandy wyszczerzyła się tak... szczerzujowato, że Gigi dostała odruchów wymiotnych, ja sama o mało co też bym dostała... Mandy odgarnęła włosy i spytała głośno i dobitnie:
- Dziewczyny, macie parę na bal?- uśmiechnęła się złośliwie
- Nie a co? - krzyknęła jej w twarz Gigi- Spadaj stąd pudernico! Nikt cię nie prosił żebyś się przyczepiała do nas! Wyglądasz jak dziwka, wiesz? - i to była prawda <klik> Mandy odeszła kręcąc zapakowanym w lateks tyłkiem. Odetchnęłyśmy z ulgą. Oby się odwaliła...
- Och, Gigi dobrze jej powiedziałaś! - powiedziała Jaylin lekko klepiąc ją w ramię
- Dzięki, zbierało mi się od dawna. Jaylin zaczęłas mówić...
- A no tak. Więc byłam sobie w sklepie... no i ten, stałam w kolejce bo chciałam kupić koksu (coca-coli:P) . No i podchodzę do lady... no i ona ta ten... jak ona ma no... Jackie! Właśnie Jackie... ona pyta mnie czy to co zawsze czyli litr koksu, a ja mówie że tak no i kupiłam wyszlam i idę do was bo widzę że tu stoicie i wiecie co?
- Nie wiemy, gadaj. - powiedziałam
- Zgadnijcie kto mnie zaprosił na lody. Spytał tak normalnie prosto z mostu " A może Jaylin poszłabyś ze mna na lody, znaczy na rożka waniliowego? Albo truskawkowego?" wiecie kto? Dave. Ale olałam go oczywiście. - podjaranie Jaylin dawało do myślenia, czy rzeczywiście go olała. Ale dałam spokój. Niech sie dziecko cieszy...
- Nie wiemy, gadaj. - powiedziałam
- Zgadnijcie kto mnie zaprosił na lody. Spytał tak normalnie prosto z mostu " A może Jaylin poszłabyś ze mna na lody, znaczy na rożka waniliowego? Albo truskawkowego?" wiecie kto? Dave. Ale olałam go oczywiście. - podjaranie Jaylin dawało do myślenia, czy rzeczywiście go olała. Ale dałam spokój. Niech sie dziecko cieszy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


