- Haha, wiesz że w tej sprawie mam nieco inne zdanie - powiedziałam siorbiąc przez słomkę ostatki coli z dna. Po chwili doszła do nas Jaylin.
- Dziewczyny, nie zgadniecie gdzie byłam!
- Kurde, ale wy dzisiaj jesteście najarane… - mruknęłam
- Aundrey, patrz kto idzie… – Jaylin szturchnęła mnie ramieniem a Gigi uśmiechnęła się do mnie
- Miętówki, tyle razy wam mówiłam… - zaczęłam poirytowana
- Cześć Aundrey! – krzyknął Christian przechodząc koło nas
- Cześć! – pomachałam do niego, a miętówki trzymały się za brzuchy ze śmiechu. O co im chodzi? I tak je kocham. – O co wam chodzi?
- Aundrey ty jesteś niemożliwa… - Jaylin dukała przez śmiech
- Cześc Aundrey! Cześć! – to niedorozwinięte dziecko – Gigi udawało jakiegoś zrąbanego plastika. Pomachała i wyszczerzyła się, a Jaylin dostała kolejnego ataku śmiechu. Ryła się jak głupia, kiedy zobaczyłam że w naszą stronę idzie ta zryja – Mandy.
- Miętówki! Odwrót! Wrogowie z trzynastki wytoczyli ciężkie działa! Mandy nadchodzi!- szepnęłam i wycofałyśmy się chichocząc za najbliższy budynek.
-Mandy to jedyny minus tego obozu, prawda? – spytała Jaylin cicho opierając się o ścianę. Gigi pokiwała energicznie głową i powiedziała:
- Oooo taaak! – wyjrzałyśmy za róg i sprawdziłyśmy czy ciężkie działa są w pobliżu… nie było jej! Wyszłyśmy z ukrycia i od razu dopadła na Mandy... pech. Ale cóż... Mandy wyszczerzyła się tak... szczerzujowato, że Gigi dostała odruchów wymiotnych, ja sama o mało co też bym dostała... Mandy odgarnęła włosy i spytała głośno i dobitnie:
- Dziewczyny, macie parę na bal?- uśmiechnęła się złośliwie
- Nie a co? - krzyknęła jej w twarz Gigi- Spadaj stąd pudernico! Nikt cię nie prosił żebyś się przyczepiała do nas! Wyglądasz jak dziwka, wiesz? - i to była prawda <klik> Mandy odeszła kręcąc zapakowanym w lateks tyłkiem. Odetchnęłyśmy z ulgą. Oby się odwaliła...
- Och, Gigi dobrze jej powiedziałaś! - powiedziała Jaylin lekko klepiąc ją w ramię
- Dzięki, zbierało mi się od dawna. Jaylin zaczęłas mówić...
- A no tak. Więc byłam sobie w sklepie... no i ten, stałam w kolejce bo chciałam kupić koksu (coca-coli:P) . No i podchodzę do lady... no i ona ta ten... jak ona ma no... Jackie! Właśnie Jackie... ona pyta mnie czy to co zawsze czyli litr koksu, a ja mówie że tak no i kupiłam wyszlam i idę do was bo widzę że tu stoicie i wiecie co?
- Nie wiemy, gadaj. - powiedziałam
- Zgadnijcie kto mnie zaprosił na lody. Spytał tak normalnie prosto z mostu " A może Jaylin poszłabyś ze mna na lody, znaczy na rożka waniliowego? Albo truskawkowego?" wiecie kto? Dave. Ale olałam go oczywiście. - podjaranie Jaylin dawało do myślenia, czy rzeczywiście go olała. Ale dałam spokój. Niech sie dziecko cieszy...
- Nie wiemy, gadaj. - powiedziałam
- Zgadnijcie kto mnie zaprosił na lody. Spytał tak normalnie prosto z mostu " A może Jaylin poszłabyś ze mna na lody, znaczy na rożka waniliowego? Albo truskawkowego?" wiecie kto? Dave. Ale olałam go oczywiście. - podjaranie Jaylin dawało do myślenia, czy rzeczywiście go olała. Ale dałam spokój. Niech sie dziecko cieszy...
ja to kocham!
OdpowiedzUsuńzara sie posikam miętówki
OdpowiedzUsuń