sobota, 11 września 2010

5.Tajemnica

- No? I jak było?- zaraz w następny dzień dopadłyśmy Jaylin i próbowałyśmy wydusić z niej więcej niz da sie napisać w Smsie. Jaylin była rozpromieniona, to było najlepszą terapią dla niej teraz.
- Bardzo sympatycznie, dostałam kwiatki i w ogóle... on jest strasznie fajny, pozory chyba jednak mylą.
- Bosz... jakie to romantyczne! - Rosie podskoczyła - Padam...
- Dziecko, hamuj się! - Carter nie była w najlepszym humorze... Ja też. Głowa mnie cholernie bolała, byłam bardzo zmęczona, ale cieszyłam się że Jaylin "ma kogoś" byli dopiero raz w kinie, ale  pasują do siebie:P
Jakieś sześć godzin później
~Oczami Carter~
Zapukałam do domu Dave'a. Nasunęłam kaptur dalej na czoło, bo w końcu w pobliżu mieszka Rosie. Otworzył w końcu.
- No, nareszcie. Mówię ci niedługo ktoś nas przytnie. - cmoknęłam go w policzek. Weszliśmy do jadalni, a Dave podał mi 'coś' na talerzu. 'Coś' miało kolor kawy z mlekiem, było udekorowane kopiastą łychą bitej śmietany(?) i posypane porzeczkami, czy coś w tym stajlu... a Dave pękał z dumy normalnie... nie chciałam żeby mu się przykro zrobiło, więc zabrałam się do jedzenia. Było znośne, ale musiałam nakłamać że mnie boli brzuch, bo zacząłby mnie boleć na prawde. Dave potem mi powiedzał że to był omlet czekoladowy... nie wyczuwałam czekolady, ale mniejsza z tym. Spojrzałam w te roześmiane oczka Dave'a i powiedziałam:
-Dave, ktoś nas w końcu przytnie. Na bank. I wtedy dopiero będzie na prawdę zajebiście.
-Carter, ja o tym wiem. Ale zastanawiałaś się co powie Jaylin? - byl nieco zasmucony
- Nie możemy się całe życie ukrywać, chować, kłamać. Oszukujemy wszystkich. Ja niedługo nie wytrzymam, mam po prostu tego serdecznie dość. I jeżeli wstydzisz sie mnie to...
- Co ty pieprzysz? Przecież dobrze wiesz, jak jest. Jaylin to twoja przyjaciółka.
- No tak... ale... ja już nie mogę! - krzyknęłam i rozpłakałam się - do kina chodzę w peruce i dziwnych ciuchach, nie mogę nic powiedzieć, nic dostać, dać. Jesteśmy fikcją, nie  istniejemy. Nikt nie wie że jesteśmy razem i nie długo nam się zacznie tak wydawać. Musimy im powiedzieć.
-Ale jeszcze nie teraz.
Resztę czasu spędziliśmy na rozmowie...
***
- Jak to? - Mia otworzyła szeroko buzię...
- No właśnie: Jak to? - spytała Jaylin, łapiąc za rękę Mickey'a.
- Nie wiedziałam jak wam powiedzieć. Ale nie gniewacie się, co?
- Eeee... - Aundrey nie była pewna
- Ja nie, cieszę się że jesteś szczęśliwa. - z uśmiechem na twarzy Jaylin przytuliła mnie mocno, wywołując u wszystkich wytrzeszcz oczu na maxymalną szerokość.- A ty, Drey?
- No, ja właściwie też. - Powiedziała usmiechając się...
<..::..>
Sorry, że napisałam wam taką krótką beznadzieję... ale głowa mnie boli jak nie wiem. Podziękowania dla Julii, bo mnie zagrzewa do pisania i dla Domci, za to samo. KOCHAM was<3 Następny w poniedziałek ok.16 ale nie wiem.... 

3 komentarze:

Komentać!

Obserwatorzy