środa, 19 stycznia 2011

Rozdział 3.

Rozdział 3.
-Halo? Halo? – wrzeszczała do słuchawki Jeylin – Halo Audrey?! Audrey! Słuchaj właśnie przyleciał Justin i teraz rozmawia z Carter! Dał jej bukiet róż! Czerwonych! Słuchaj ja chyba na serio zacznę wierzyć że miłość jest piękna! Oni są tacy zakochani! – jęczała rozmarzona, a ja ze zdumienia musiałam usiąść na walizce.
-Jak…ttto? – wydukałam
-Normalnie! Zajęte! Wiesz… kiedy będziesz? Jedziesz już? Jedziesz?
-Nie, no czekam na taksówkę. A te zejście, to aby nie za szybko, hę? – spytałam
-Może i tak, ale oddam ci moje całe kieszonkowe z całego roku jeżeli im to powiesz.
-Serio?Z całego roku? – musicie wiedzieć że Jeylin ma ogromne kieszonkowe
-To była PRZENOŚNIA idiotko! Oczywiście że ci nie oddam, nawet jeżeli jesteś moją najlepszą na świecie psiapsiółą i w przedszkolu dałaś w pysk temu głupiemu Alanowi, bo zabrał mi łopatkę!- wrzasnęła
-Nie oczekiwałam zbyt wielkiej dobroci z twojej strony. Przyzwyczaiłam się…dobra papa buziaczki, bo przyjechał jakiś gruchot z napisem TAXI i mam zapewne do niego wsiąść.
-No to powodzonka. Baj!
/KRT/
Tak, wsiadłam do tego podejrzanego pojazdu, bo chciałam być jak najszybciej w domku Jeylin. Wydaje mi się, że wszyscy tam byli i to pierwszy raz od dawna z Justinkiem naszym ‘koffanym’.
-Jak najszybciej! Pędzisz, to ci dopłacę! – wrzasnęłam na taksówkarza, który nie był zbytnio wesołym człowiekiem, o ile był człowiekiem, a nie zjawą.
-Adres?- mruknął
-[Biiiip] – wiecie, ochrona danych i takie pierdzioły. Facet był niezły i popędził jak wariat. Kocham takich taksówkarzy, zaraz byłam na miejscu, koleś wypakował mi walizki i z piskiem opon popędził przed siebie. Wparowałam do domu z piskiem „AAAAAAAAA Audrey wróciłaaaaaaaaaa” i zostałam powitana tymi samymi słowami przez Mickey’a, Christiana i Jeylin. Przytuliłam się do każdego po kolei. Z Christianem złożyliśmy sobie dodatkowo mokry pocałunek. Jeylin była tak podjarana moim powrotem, że cały czas podskakiwała w miejscu.
-Audrey?! I jak było w Chicago? Opowiadaj! –piszczała, gdy wszyscy zebraliśmy się na kanapie w salonie. (Łącznie z Justinem i Carter ach ach ach)  
-Mam rodzinę. Brata, siostrę, mamę i tatę. Ale wolę być tu – z wami. – uśmiechnęłam się. Po długich rozmowach, których nie chce mi się przytaczać postanowiliśmy się doprowadzić do porządku, żeby rozpocząć wieczór filmowy. Wzięłam kilka rzeczy z kosmetyczki, ruszyłam do łazienki wykonałam kilka zabiegów upiększających i popędziłam na dół, gdzie wszyscy już byli. Leżeli na materacach przed telewizorem. Wcisnęłam się między Jey a Christiana i pomyślałam sobie jak to mi teraz bosko i błogo…
***
-Wstajemy! – szepnął mi Christian do ucha
-Ja nie. Za nic w świecie!- zaprotestowałam
-A za śniadanie do łóżka? – spytał
-Aha, tylko chciałabym je zobaczyć! – otworzyłam jedno oko i rzeczywiście. Stał z tacą po brzegi wypełnioną najróżniejszym żarełkiem. Postawił mi to wszystko na kolanach.
-A może pójdziemy do stołu? – zaproponowałam, a tam zastałam jeszcze jedną tacę z pysznościami. Christian podał mi sweter i skarpety. Ojej, jaki on romantyczny… usiadłam i spojrzałam na „to wszystko” Było tyle żarcia, opowiem wam wszystko. Naleśniki z miodkiem, wielka kanapka z szynką, sałatą i innymi pierd ziołami, dwa litry Peppera, kawa w filiżance(razy dwa), koktajl truskawkowy, masa piankowa, pianki truskawkowe, ciastka maślane z dżemem, kubeł popcornu maślanego, M&M’s, słoik Jelly Belly, żelki bekonowe, Kinder Bueno na talerzu i kubek lodów Ben&Jerry’s o smaku pieczonych pianek(S’mores).
-Co powiesz na leniwy poranek we dwoje?
-Eee…jestem na tak! – wpakowałam w siebie trzy pianki na raz
-Wiesz kupiłem ci parę prezentów… Jey mi pomogła wybierać, także się nie bój.- wyszczerzył ząbki
-Oooo a kiedy je dostanę? – spytałam wydłubując dżem z ciastka(tak jest lepiej) – jak będę grzeczna?
-Nie, bo to niemożliwe. Kiedy ładnie zjesz śniadanko.
-Czyli że? No bo chyba nie to wszystko!
-Nie, ale musisz zjeść kanapkę i wypić kawę. Bo to zrobiłem sam!
-Bardzo chętnie. – zgodziłam się i wychyliłam po kanapkę. Za chwilę zatopiłam zębiska w chrupiutkiej bułeczce.
-I jak? – spytał podekscytowany
-Pycha. – powiedziałam z pełnymi ustami
-Wiesz, że sam robiłem?
-Tiaaa…coś tam wspominałeś. – uśmiechnęłam się pobłażliwie i wepchnęłam sobie do ust kawałek sałaty
-Popatrz, przedstawiam ci pana Mięska! – zaczął chodzić po stole kawałkiem kiełbasy ze swojej kanapki – Dzień dobry śliczna panienko! Jam ci pan Mięsek. – udał że się kłania
-Dzień dobry – parsknęłam śmiechem – Eee… panie Mięsku. 
-Eee…to idiotyczne.  – skończył pakując pana Mięska do buzi. – nie ma pana Mięska!
- Zjadłeś go! – pisnęłam
-I był… pychotkowaty! – wyszczerzył się
-Dobra, przestańmy gadać o twoim okrucieństwie, bo już wypiłam kawę. – dopomniałam się
-Dobra. Sama chciałaś. – podszedł do szafy i wyciągnął pięć zgrabnych paczuszek w czerwonym papierze.
-Proszę. – wręczył mi je dumny jak nie wiem co. Od razu zerwałam  papier z pierwszej. Była tam słodka bransoletka w słodkim pudełeczku. Wzruszyłam się, a gdy doszłam do piątej ryczałam. Musiał na to wydać kupę kasy. Przytuliłam go mocno.
-Nie musiałeś. – szepnęłam mu na ucho
-Ale chciałem, nawet nie wiesz jaką mam radochę. – odsunął się nieco i znów przybliżył. Delikatnie odsunął mi grzywkę z twarzy i musnął moje usta. Uśmiechnęłam się delikatnie i złożyłam mu ciepły pocałunek w kącik ust.
-Bam bam bam i tu was mam! – gwałtownie od siebie odskoczyliśmy, to Jeylin, właściwie to powinniśmy być na to przygotowani, bo obydwoje dobrze znamy to dziecko słońca. – Nie przeszkadzajcie sobie… - zwróciła wzrok na stół – O! Żarełko! Tak! Jeylin lubi!– wpakowała sobie trzy ciastka do ust. – Siałam tyko pofiecieć sze jeciemy na plasze i szy nie jeziecie s nami – spojrzałam na Christiana z iskierkami w oczach. On też kochał plażę. Bardzo. Uśmiechnął się, czyli że „tak”!
- A nasz poranek ‘tylko we dwoje’? – spytałam
- Ocho, Beedsy miały poważne plany. – mruknęła Jey
-Beedsy? – spytał Chris
-Tak, tak – machnęła ręką – prawa autorskie dla Carter McArris.- Jedziecie?
-Możemy spędzić romantyczny wieczór, jeżeli nie masz nic przeciwko. – powiedział Christian uśmiechając się szeroko
-Tak. Jedziemy. – poinformowałam. Jeylin podeszła do drzwi i gwałtownie je otworzyła. Do środka wpadli z hukiem Carter i Justin.
-Aaa! Justin Bieber w moim pokoju! – pisnął Beadles
-Gdzie?! – podniosła się z podłogi Carter z zdezorientowaną miną
-To nie jest twój pokój! – wrzasnęła Leen wymierzając oskarżycielsko palcem w Chrisa
-Przepraszam – spuścił głowę
-Gdzie jest Justin Bieber? – przybiegł Mickey
-Tu idioto! – powiedział Justin. Justin Bieber.
- No tak! – palnął się w czoło
-Aaaaaaa! – wrzasnęła Carter
-Aaaaaaa! – wrzasnęłam odruchowo
- Co ‘Aaaaaaa!’? – spytał Justin
- A nic, tak sobie piszczymy. – wzruszyła ramionami Carter
-Baby… - mruknął Mickey
-Co baby? Co baby? – przedrzeźniła go Leen
-Nieważne. Jedziemy?
-Musimy się przygotować, prawda baby? – powiedziałam
..::..
Pytania w komentarzach, jak bd dużo to zrobie oddzielną notkę , acha i jak wam się podoba nowy wygląd? Ja go kocham!
NAUSTRICE

3 komentarze:

  1. MOJE Beedsy !!! JA chcem już następny sprężaj sie kochana !

    OdpowiedzUsuń
  2. moze byc no bo malo sie dzieje

    OdpowiedzUsuń
  3. 55 years old Information Systems Manager Stacee Pedracci, hailing from Thornbury enjoys watching movies like The Derby Stallion and Astronomy. Took a trip to Abbey Church of Saint-Savin sur Gartempe and drives a XF. dowiedziec sie tutaj

    OdpowiedzUsuń

Komentać!

Obserwatorzy