Obudziłam się dość wcześnie jak na mnie, czyli około ósmej. Od razu pobiegłam na dół, żeby obejrzeć z Alexis koncert Lady Gagi( okazało się, że Alexis wcale nie jest emo, to była jedniodniowa kreacja) . Umówiłyśmy się wczoraj i pewnie już tam na mnie czeka. Wparowałam do salonu i zobaczyłam moją ‘siostrzyczkę’ leżącą na kanapie i wcinającą chipsy. Oglądała Disney Channel.
-No nareszcie. Od pół godziny męczę się tu oglądając te pawiogenne kreskówki. – pprzywitała mnie
-Śpioch ze mnie wiem. – uśmiechnęłam się przepraszająco
-Dobra siadaj. Włączam . – uśmiechnęła się i włączyła płytę
-A wiesz, że dzisiaj przyjeżdża Christian? – zagadnęłam w pewnym momencie
- Tydzień bzyknął jak nie wiem. Ale przed tem musisz pójść z Thomasem do Skate Parku.
-Jak to?
-Rodziców nie ma. A ktoś musi.
-Jak to? – powtórzyłam
-Nie wiem, mają jakiś casting czyś coś. –wzruszyła ramionami
-Kiedy wrócą? - spytałam
-Ho, ho.-machnęła ręką – Zabalują jak ich znam.
-Często tak wyjeżdżają?
-Moim zdaniem za często.
-Thomas ma tylko osiem lat.
-Tak, są kompletnie niodpowiedzialni, ale się przyzwyczaisz.
Oglądanie zeszło nam na pogaduchach i tańcowaniu do Gagi. Pod koniec dołączył do nas (ubrany) Thomas. Zjedliśmy jako-takie śniadanie, ubrałyśmy się<Audrey><Alexis> i siedliśmy na kanapie.
-To co dzisiaj robimy?-spytałam
-O szesnastej przylatuje Christian, więc musimy być w domu.
-Ja mam karate. – wtrącił Thomas- A potem chciałem spać i Marqueza.Mogę? – zrobił słodkie oczka
-Taa…pewnie. Trzeba cię spakować. Nie wiem czy byłabym dobrą matką, tyle tego wszystkiego…
- Właściwie też mogłabym u kogoś spać… - powiedziała Alexis puszczając mi oczko
-Eeej…młoda! No dobra, kochana jesteś.
-O co wam chodzi? – spytał Thomas
-O nic. Takie babskie gadanie. – uśmiechnęłam się.
- Przebierz się lepiej Audrey. W tych szpilkach daleko nie polecisz. – poradziła Alexis
-Dzięki. – poleciałam na górę i wróciłam z zapakowaną torbą i ubrana jak młoda mama, strasznie mi ta rola podpasowała. Miałam bawelniany podkoszulek, bojówki, lekko za kolana, sweter i wisiorek, bo wisiorek to jeden z najważniejszych elementów. Na ramię zarzuciłam (może lekko przesadzam) płócienną torbę z mnóstwem kieszeni. Zapakowałam: plastry, soczki, batony i tym podobne rzeczy. Gdy zeszłam na dół, Thomas stwierdził, że wyglądam zupełnie jak etatowa niania. Spakowaliśmy mu jeszcze tylko parę rzeczy do plecaka i uzbrojeni wsiedliśmy do mojego samochodu.
-To, co? Skatepark? – spytałam
-Tak!Ruszamy! – zakomenderował Thomas, więc z piskiem ruszyłam zamykając pilotem garaż. Zadzwonił mój telefon. To był Chris. W kilku słowach ztreścił, że dzisiaj nie przyjedzie i że nie przyjedzie przez najbliższe dwa tygodnie, bo coś tam. Przyznam, że niezbyt go słuchałam, bo prowadzenie mojej krowy, potrzebuje dość dużo uwagi. Dzień nam zleciał i trzeba było zjeść obiad(boże, dzięki za Alexis, bo zapomniałam na śmierć). A, że jestem ambitna jak cholera, postanowiłam sama ugotować. Zapakowałam moje nowe rodzeństwo(całe obdrapane, poobijane, spocone, obklejone watą cukrową i lodami oraz nieziemsko wykończone) na tylne siedzenie samochodu. Słabo mi zrobiło kiedy Thomas wpadł trampkami na tapicerkę… ale że jestem osobą niezwykle wyrozumiałą, więc nawet nie pisnęłam. Dojechaliśmy do domu i wybiegliśmy(oczywiście się ścigając i oczywiście Thomas wygrał) w stronę drzwi do domu. Dzieciaki wpadły na kanapę i włączyły „pawiogenne kreskówki”, nawet nie chciało im się jak zwykle ryczeć „de best of bof worlc”, tylko wyczerpani leżeli na kanapie i chichotali.
Stanęłam w kuchni z silnym samozaparciem, że zrobię obiad chodźby nie wiem co. Pogrzebałam w zamrażalce i wydobyłam! Mięso mielone i mieszankę warzywną! Szybko skleiłam krągłe pulpeciki i ugotowałam je, a mieszankę podsmażyłam z małą ilością wody. Pogrzebałam jeszcze trochę i znalazłam haha! FRYTKI! Niech żyją mrożonki, kocham je!
Za kilkanaście minut na stole w ogrodzie stało przepiękne danie. Zawołałam na obiadek Thomasa i Alexis.
Oczami Christiana
-O nie…pulpety! – jęknęła Leighton biorąc tacę do ręki
-Mogę zjeść twoją porcję. –zaofiarowałem się bez przekonania
-Nie, dzięki. – uśmiechnęła się słodko – Ale możesz z nami usiaść.
-A muszę? – Zgasiłem ją nieco. Zbita z tropu nic nie powiedziała i stała z dziwną miną, a ja ruszyłem w stronę stolika, przy którym siedzieli Mickey, Chaz i jeszcze paru chłopaków.
- Nadal się koci do ciebie ta dziwka?- spytał Mickey. Przytaknąłem.
-Och, z takimi to lepiej się nie zadawać. –mądrym tonem wtrącił Chaz, a ja wbiłem widelec w pulpeta i włożyłem go na raz do ust.
-To kiedy jedziesz do Chicago?
-Neeem – mruknąłem zatopiny w rozkoszy przeżuwania
-Co?
- Nie wiem. – powiedziałem przekładając pulpeta do jednego policzka – Nie wiem czy w ogóle jadę.
-Bosz…znowu to samo. Jak to spieprzysz to będziesz bardzo nieszczęśliwy. – westchnął Mickey
-A co ty kurwa możesz wiedzieć? – wstałem od stołu i pobieglem na matmę na wet się za siebie nie oglądając
Oczami Audrey
Siedziałam w jadalnii i czytałam jakieś kolorowe pisemko. Thomas pojechał już do tego całego Marqueza, a Alexis poleciała spotkać się przyjaciółkami. Nikogo w domu do jutra. Żyć nie umierać. Tylko że właśnie mi się wydawało, że umrę. Z nudów.Po prostu umrę jak pies. I kiedy wlaśnie rozmyslałam o straszliwej śmierci jaka może mnie spotkac, do drzwi zadzwonił dzwonek! Poleciałam i zobaczyłam… chłopaka, który pierwszego dnia pomógł mi wnieść walizy. Nie opowiedziałam wam, bo nie wydało mi się to dość ważne. Kurde…jak on miał na imię? Eeee…William!
-O William! Co tam? – starałam się być naturalna
-Wiesz…bo my właśnie dzisiaj z przyjaciółmi robimy grilla i tak sobie pomyśleliśmy że możebyś wpadła? – zamurowało mnie! Oto przede mną stoi chłopak, który uratował mnie od mrocznych ostępów mogiły.
-Tak! Oczywiście! – krzyknęłam i złapałam się zaskoczona swoim zachowaniem za usta.
-To fajnie. Właściwie zaczynamy za pół godziny, wyrobisz się? – spytał robiąc kpiący uśmieszek
-Oczywiście. – po jeszcze kliku grzecznościowych pierdziołach zamknęłam za nim drzwi i gdy bylam pewna że już sobie poszedł pisnęłam z radości. Poleciałam na górę i szybko wybrałam sukienkę i buty. Bez najmniejszego zastanowienia do ręki wepchnęłam czarną kopertówkę. Z tego co mówił William to będzie raczej normalne przyjęcie ogrodowe niż szalona popijawka. Pobiegłam jak szalona do łazienki i szybciuchno wklepałam „fluid” nie cierpię tego słowa. Podmalowałam oczy, ale bez maskary, bo mimo wszysko cenię sobie naturalność(hahaha). Na usta:balsam(Benefit-mój ukochany, bez którego się nie ruszam) pomadka cielista firmy REVLONJ i fioletowawy(tak narodzie, jest takie słowo) błyszczyk. Grzywkę podpięłam do tyłu spinkami i kilkowa ruchami(i prostownicą ofkors) wyprostowałam moje czerwone kudły i ledwo się obejrzałam zrobił się czas do wyjścia. Ruszyłam i po kilku chwilach stałam przed drzwiami domu z czerwonymi drzwiami. Otworzył je William i
zaprowadził do ogrodu. Kręciło się tam może z dziesięć osób, ale ja byłam ostatnia.”Czyli kameralnie” pomyślałam. William podszedł ze mną do stołu i wskazał na chłopaka z burzą jasnorudych włosów
-To jest Swift. – Swift podszedł do nas i podał mi rękę
-Audrey. – przedstawiłam się a on uśmiechnął się szeroko
-A więc to jest słynna Audrey o włosach jak świerza marchew… - William zgromił go wzrokiem
-Jak widzisz Swift jest moim najlepszym przyjacielem. – mruknął, a rudzielec gdzieś wsiaknął
-To jest Adam i Lee – wskazał na dwóch chłopaków koło basenu
-A tam stoi Amber. – pokazał na blondynkę popijająca kawę przez słomkę –Moja siostra. Bliźniaczka.
-To jest Kathreen – wysoka murzynka podeszła i pokazała zęby tak białe, że odechciało mi się jeść.
-Chuck, Fean, Alice i Jason – pokazywał po ludkach. Potem dostałam soczek, słomkę i talerzyk. Całkiem cywilizowany naród w tym Chicago. Ani razu nie zauważyłam alkoholu, narkotyków a nawet papierosów. Usiadłam na jednej z wyniesionych z salonu kanap i wdałam się w bezstresowe pogaduchy z …Alice bodajże. Po jakiejś godzinie poszłyśmy szukać innych rozrywek. Usiadłyśmy na brzegu basenu mocząc nogi. Machałam sobie nogami w basenie chłopaka, którego prawie nie znałam i gadałam z dziewczyną o której nie wiedział wiele po za upodobaniami co do jedzenia i mody. Za nami uklęknął Lee i spytał:
-No jak tam laski?
-Fajnie. Błogo… - odparła Alice, wtedy nagle poczułam, że Lee popchnął mnie w plecy. Zdążyłam tylko nabrać powietrza. Wpadłam do wody i byłam(nie zdziwiło mnie to) cała mokra. Mokra i wściekła. Wypłynęłam na powierzchnię i warknęłam:
-Co ty wyrabiasz idioto? – wszyscy wstali i zaczęli klaskać, a ja z debilną miną tkwiłam po środku basenu.
-Właśnie przeszłaś chrzest. Należysz do naszej paczki. – wyjaśniła rozbawiona Alice
-Eee…
-I resztę wieczoru spędzasz w ciuchach gospodarza. – spojrzenia przeniosły się na Williama
-No chodź, coś ci wybierzemy. – podał mi rękę i wyciągnął z basenu.
Haha jest, ale szajs:)
Wygląd Audrey:http://www.polyvore.com/audrey/set?id=26853414
Pff ... Audrey weszła do jakies paczki debili w której wrzuczają dziewczyny do basenów ,a co by było gdyby niała np .okres Aundrey ma już swoją paczke .A roździał boski ;)
OdpowiedzUsuńKobieto, ułoży sie:D
OdpowiedzUsuń