poniedziałek, 13 września 2010

6. Zaczyna się Gra. częśc 1.

Moje urodziny!Nareszcie... piętnastka. Zaprosiłam sporo osób, bo nie lubię tym oszczędzać. Przyjdą: oczywiście Carter i Jaylin, Rosie, Mia, Dave, Mickey, Hawda, Janson i nie mam pojęcia co mnie kurde podkusiło ale na jednej z kopert napisałam fioletowe "Christian Beadles" Przyjdzie to przyjdzie, a jak nie to też mała strata... znaczy bardzo bym chciała żeby przylazł. Każdy ma kogoś ze sobą wziąć:)
Było już za piętnaście czwarta i w drzwiach pojawili się : Carter z koleżanką, Jaylin z kuzynem, Janson z kumplem, Rosie z koleżanką, Hawda z chłopakiem. Dycha już... ale co tam:P rozsiadłam gości na kanapie podałam podpisane kubeczki i poszłam do kuchni szykować przekąski. Goście się integrowali co znaczy że pytali się o pierdoły typu "Lubisz Demi Lovato?". Ja w tym czasie kroiłam kanapeczki na malutkie kawałeczki. Potem przyszedł Mickey z bratem. (Fajnego on ma brata nie? - spytała mnie potem Rosie:P) Dostałam już trzecie dzisiaj kwiaty:) A potem... to było wejście smoka, bo w drzwiach stał odstrzelony Dave z Rudą dziewczyną i prezentem. Carter zrobiła wściekłą minę bo stali za ręce... zaciągnęła biedaczynę Dave'a do toalety i przemówiła do rozumu... Rudzielec okazał się kuzynką Dave'a.
- Ale to nic. Nie powinien się z nią TAK pokazywać... - Powiedziała obrażona
- Jak niby, co?
-Tak... parowo! Co on sobie myśli?Polly by zobaczyła i by była... fajna sytuacja- dokończyła - Aundrey co ty masz taką smutaśną minę? Nie martw się na pewno przyjdzie...
-Acha... - w tej chwili do kuchni wpadł Dave i spytał
- Gdzie trzymasz szklanki?
- Po prawej.
 - Tu?
- po tej drugiej prawej...
- Acha.. spoko dzięki. - cmoknął Carter w policzek, a ona teatralnie odwróciła głowę trzepiąc włosami . Dave odszedł śmiejąc się pod nosem. A potem do drzwi zapukała rączką Christiana... Poszłam otworzyć. On stał tam i usmiechał się... do mnie. Przytuliłam go gdy dał mi kwatki... I zaczęłam ryczeć. Brawo Aundrey Love Hewitt! Staliśmy tak dość długo... Caitlin już dawno weszła, a my dalej. Wtem nadbiegła Carter strasznie przestraszona krzycząc:
- Czy mógłbyś łaskawie oddać mi przyjaciółkę? Wiem jak bardzo lubisz ją ściskać, ale ja mam BARDZO ważną sprawę!
-Co się kur*a stało? - wrzasnął
- Chodźcie. - poszliśmy za nią do kuchni. Na podłodze leżała koleżanka Rosie... miała ślady krwi na rękach i z nosa leciała jej krew... wpadłam w panikę, zaczęłam się dusić z... właściwie nie wiem czego. Christian przytulił mnie... a ja patrzyłam na wszystkich... mieli grobowe miny.
***
 - Nic nie możemy zrobić.
- Jak to? Od czego jest pan lekarzem? - wrzeszczałam
- Ale nie potrafię uzdrowić trupa!
- Dobrze, już. Aundrey idź do dziewczyn. - powiedział Mickey i zaczął rozmawiać z polcjantem. To on znalazł ciało...
<..::..>
jutro dalej^^

sobota, 11 września 2010

5.Tajemnica

- No? I jak było?- zaraz w następny dzień dopadłyśmy Jaylin i próbowałyśmy wydusić z niej więcej niz da sie napisać w Smsie. Jaylin była rozpromieniona, to było najlepszą terapią dla niej teraz.
- Bardzo sympatycznie, dostałam kwiatki i w ogóle... on jest strasznie fajny, pozory chyba jednak mylą.
- Bosz... jakie to romantyczne! - Rosie podskoczyła - Padam...
- Dziecko, hamuj się! - Carter nie była w najlepszym humorze... Ja też. Głowa mnie cholernie bolała, byłam bardzo zmęczona, ale cieszyłam się że Jaylin "ma kogoś" byli dopiero raz w kinie, ale  pasują do siebie:P
Jakieś sześć godzin później
~Oczami Carter~
Zapukałam do domu Dave'a. Nasunęłam kaptur dalej na czoło, bo w końcu w pobliżu mieszka Rosie. Otworzył w końcu.
- No, nareszcie. Mówię ci niedługo ktoś nas przytnie. - cmoknęłam go w policzek. Weszliśmy do jadalni, a Dave podał mi 'coś' na talerzu. 'Coś' miało kolor kawy z mlekiem, było udekorowane kopiastą łychą bitej śmietany(?) i posypane porzeczkami, czy coś w tym stajlu... a Dave pękał z dumy normalnie... nie chciałam żeby mu się przykro zrobiło, więc zabrałam się do jedzenia. Było znośne, ale musiałam nakłamać że mnie boli brzuch, bo zacząłby mnie boleć na prawde. Dave potem mi powiedzał że to był omlet czekoladowy... nie wyczuwałam czekolady, ale mniejsza z tym. Spojrzałam w te roześmiane oczka Dave'a i powiedziałam:
-Dave, ktoś nas w końcu przytnie. Na bank. I wtedy dopiero będzie na prawdę zajebiście.
-Carter, ja o tym wiem. Ale zastanawiałaś się co powie Jaylin? - byl nieco zasmucony
- Nie możemy się całe życie ukrywać, chować, kłamać. Oszukujemy wszystkich. Ja niedługo nie wytrzymam, mam po prostu tego serdecznie dość. I jeżeli wstydzisz sie mnie to...
- Co ty pieprzysz? Przecież dobrze wiesz, jak jest. Jaylin to twoja przyjaciółka.
- No tak... ale... ja już nie mogę! - krzyknęłam i rozpłakałam się - do kina chodzę w peruce i dziwnych ciuchach, nie mogę nic powiedzieć, nic dostać, dać. Jesteśmy fikcją, nie  istniejemy. Nikt nie wie że jesteśmy razem i nie długo nam się zacznie tak wydawać. Musimy im powiedzieć.
-Ale jeszcze nie teraz.
Resztę czasu spędziliśmy na rozmowie...
***
- Jak to? - Mia otworzyła szeroko buzię...
- No właśnie: Jak to? - spytała Jaylin, łapiąc za rękę Mickey'a.
- Nie wiedziałam jak wam powiedzieć. Ale nie gniewacie się, co?
- Eeee... - Aundrey nie była pewna
- Ja nie, cieszę się że jesteś szczęśliwa. - z uśmiechem na twarzy Jaylin przytuliła mnie mocno, wywołując u wszystkich wytrzeszcz oczu na maxymalną szerokość.- A ty, Drey?
- No, ja właściwie też. - Powiedziała usmiechając się...
<..::..>
Sorry, że napisałam wam taką krótką beznadzieję... ale głowa mnie boli jak nie wiem. Podziękowania dla Julii, bo mnie zagrzewa do pisania i dla Domci, za to samo. KOCHAM was<3 Następny w poniedziałek ok.16 ale nie wiem.... 

piątek, 10 września 2010

Troszke informacyjów:P

A więc, prosił lud o różne informacje, męczył lud i męczył i w końcu wymęczył:
1. Postaci (oprócz Handy) mają około 14-15 lat.
2. NIE MAM POJĘCIA kto z kim w końcu będzie!
3. Proszę mnie nie szantażować, z dodawaniem rozdziałów, bo nie chce wam dawać rąbanki wieprzowej tylko dlatego żeby była szybciej.
4. Jeżeli macie zastrzeżenia do mojego stylu pisania to proszę kierować na E-mail, i to tylko wtedy jeżeli chcecie poznać dalsze losy naszej słitaśnej Aundrey i nie wygodnie wam się czyta. Nie po to żeby mnie zdołować.
5. Jeżeli chcielibyście np. żeby Jaylin i Dave się zeszli czy takie pierdoły to przyjmuję TYLKO na maila, bo mam potem bałagan.Nawet osoby ktore znają mnie prywatnie TYLKO I WYŁĄCZNIE  na maila.
6. Błagam komentujcie, bo nie wiecie ile dla mnie znaczy jeden komentarz.
DenverLoose

4.Gerberki:P

Siedziałyśmy z miętówkami na podłodze w moim pokoju i myślałyśmy co z tym fantem zrobić...(pobitą Jaylin:). Carter(czyli Gigi) leżała właściwie, z twarzą do podłogi, bo nie mogła się pogodzić ze złem tego świata... wariat mały:) Jaylin już się otrząsnęła, i razem z nami myślała tylko, że z okładem na oku. Carter wymyśliła, że Jay powinna używać dobrze kryjącego pudru...
- I tak się wyda- westchnęła zrezygnowana Jaylin
- Och, ale mamy problemsy... w o góle to dlaczego on ci tak zdrowo przyjebał? - spytałam
- Kłóciliśmy się ostro... bardzo ostro i w nerwach go wyzwałam, a on wtedy mi tak przywalił... tadaam!
- Ojej... - Carter zaryła w dywan
- Cartie... ja nie wiem co robić? Pizama party?
- Taak! - Wydarło się dziecko Carter i znowu zaryło w podłogę - Auć!
- No, ja nie mam wyjścia.
***

Minął tydzień... ani razu nie spotkałyśmy naszych romełów(haha:P) i było nam z tym dobrze, szczególnie Jay. Rana się zagoiła, a prawdę znamy tylko my, mama Jaylin została poczęstowana bajeczką typu " przewróciłam się" ale wydaje mi się, że zna prawdę. Jaylin jest w ciężkim stanie psychicznymi grozi jej depresja, ale nie z powodu Dave'a. Z  powodu jej brata. Wyjechał na studia i Jay się załamała.Za prośbą pani Johansonn zabieramy ją stale na miasto, na zakupy i takie bzdety. To nawet działa, ale ma ciężkie chwile, wtedy jest strasznie... krzyczy, płacze i wali rękami. 
Siedziałyśmy u mnie i zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć. W drzwiach stał... Dave.
~Oczami Jaylin~
Stanęłam na szczycie schodów, w drzwiach stał Dave. Poczułam, że nie mogłabym go odrzucić, że za bardzo go kocham... za bardzo. Spojrzałam na Carter, stała i poprawiała włosy, jakby miała gdzieś cały świat. Pewnie z resztą tak było.:) Spojrzałam jeszcze raz na Dave'a, a potem na Aundrey, która stała z otwartymi ustami i gapiła się raz na mnie, raz na Dave'a. Podbiegłam do drzwi i w gardle miałam wielką gulę. Odgarnęłam włosy z twarzy i spytałam patrząc w te jego zabójcze czekoladowe oczy:
- Czego chcesz? Czego teraz chcesz? - nie mogłam mowić bo w gardle dusiłam szloch...
- Proszę... dla ciebie. - wyciągnął zza pleców trzy gerbery (dla ludzików które nie wiedzą co to są GERBERY <klik>) a ja... rozpłakałam się jak dziecko, to moje ulubione kwiatuszki. Przywaliłam mu tymi ślicznymi kwiatuszkami i poczułam, że gdybym była rzeczywiście pierdoloną dziwką, to właśnie teraz bym to pokazała mu wybaczając. Nienawidziłam tych jego ślicznych oczek, słodkiego noska i tych... kurde, zajefajnych włosów. Waliłam go gerberkami po tej ślicznej buźce i nie chciałam za nic przestać...
miesiąc później:
~Oczami Aundrey~
O, nie... ja i ten ćwok? Ten ćwokowaty ćwok? Mam siedzieć na matmie z Mickeyem Gedeonsem... pff! Zabiję się prędzej! Klapnęłam jednak niechętnie koło Mickiego, wcale się nie zabijając... od razu przystąpił do integracji... miętówki mówiły że jest "specyficzny"
- Hej, jestem Mickey! - wyciągnął łapę, jakoś nie miałam ochoty jej uścisnąć. Powiedziałam tylko:
- Aundrey. - i otworzyłam zeszyt
- Aaa... może byś poszła ze mną i z tą swoją... koleżanką - ruchem głowy wskazał na Jaylin. - do..kina? Bo mam na wieczór trzy bilety... znaczy dwa. - jąkał się jak durnota
 - Czyli mam poprosić Jaylin, żeby z tobą poszła, tak? - śmiać mi się z tego ciołasa chciało...
- A możesz? - podrapał się w szyję
- Och, czy ja wiem? To raczej twoje zadanie. -założyłam ręce na piersi i patrzyłam na niego wyczekująco. Mruknął coś pod nosem i na następnej przerwie podszedł do Jaylin zarzucając grzywą.

czwartek, 9 września 2010

3 i pół Czwarta wiadomość

od:Christian Beadles
Aundrey, przepraszam za to co zrobiłem, zachowałem się jak debil, wcale nie lubię Mandy i myślę ze moglibysmy byc razem, szczesliwi. to dość odważne stwierdzenie wiem, ale pamietasz co ci wtedy w lazience powiedziałem? kocham cie aundrey, na zawsze i zawsze. nienawidzisz mnie prawda? ale ja cie kocham
christian
Słabo mi się zrobiło... my? razem? szczęśliwi? ale ja go kocham on mnie i sprawa wydaje się cholernie prosta. ale ja to mam takie szczęście że zaraz coś cholernie prostego jest nadal cholerne ale trudne. Odebrałam telefon od Jaylin i usłyszałam jej głos... płakała:
- Aundrey, jesteś w domu?
- Tak, Jay, co się stało? - spytałam
-Ja... ja... ja nie mogę wejść do domu, Drey mogę przyjść do ciebie? - dukała
 - Pewnie przylatuj!
Za jakieś piętnaście minut zaryczana Jaylin stała w drzwiach mojego domu i powiedziała
- Dave powiedział że jestem pierdoloną dziwką. - wytrzeszczyłam gały na całą szerokość
-Eeee... jak to?
- Bo nie chciałam go zaprosić do domu. Nie mogłam, bo zrobił mi to...-odsłoniła grzywkę i pokazała światu podbite oko i szramę na policzku...
<..::..>
Och, ale fajnie! Jaylin pobita, Aundrey zakochana ze wzajemnością, dzieje sie:)
Dedicated to Julia(our pour sweet Jaylin)
                    Dominika (Gigi:P)
     niedobry Dave!
haha:P komentować chodzby anonimowo! 

3.Bal. Bal sral...

Nadszedł dzień, kurczaki... balu! Christian stwierdził(debil jeden!) że pójdzie z Mandy. Bo niby jej obiecał, że jak on jej to powie... srata ta ta. Och... ja to mam życie. Od rana chodziłam wściekła jak... krowa! Mandy co chwilę posyłała mi uśmieszki, a ja zaciskałam zęby i szłam dalej. Jaylin kazała mi się nie przejmować, a Gigi śpiewała, tańczyła i w ogóle była poza bożym światem, bo jako jedyna z nas miała parę... chłopiec z najmłodszej grupy:P więc nie otrzymałam żadnych porad.Wieczorem wystroiłam się od nie chcenia... czarna sukienka z trzyczwartym rękawem, z bufkami.. Nawet malować mi się nie chciało. Poczłapałam z Jaylin za rączkę i stanęłyśmy zgodnie z zaleceniami "Ci co nie mają partnera lub partnerki na koniec" zgrzytałam zębami, a Gigi machała nam radośnie z przodu trzymając za rękę dziewięciolatka... wtedy Jaylin szturchnęła mnie i szepnęła:
-Aundrey, idą. Nie patrz lepiej.
- Chcę się z nich pośmiać! - krzyknęłam
- Tylko nie rzuć się na Mandy z pazurami. - chichotka z przodu zakryła tipsowaną łapą szminkowaną japę.
- Stul pysk. - powiedziała Jay i pogładziła mnie po głowie jak starsza siostra - Ty nic nie wiesz o prawdziwej miłości... - zgromiłam ją wzrokiem(on zabija!!!)
-Taka miłość, że idzie z inną... - dziecko z plastiku zaczęło znowu wytwarzać dźwięki godne hieny. A ja? Ja patrzyłam jak ostatnia na ciągniętego za Mandy Christiana, który udawał, że mnie nie widzi... wtedy odechciało mi się balu. Zapragnęłam wrócić do domu i nie patrzeć na tą szczerzuję! Powiedziałam Jaylin:
-Jay, ja stąd idę.  Nie wytrzymam.
- Weź, nie pieprz! Dasz za wygraną?
-Dobra chodź wchodzimy. Co ja kurwa wyprawiam?
- Aundrey, Aundrey Love-Hewitt! Co ty mówisz?- zagrzamiał mi nad głową głos kierownika
- Przeprasza, proszę pana! To z nerwów! - Jaylin mnie usprawiedliwiła.
- Uspokój się Love-Hewitt. I masz do końca dnia zakaz wychodzenia z pokoju! Po balu idziesz grzecznie do domu i cię nie ma!- kierownik mówił z rozkoszą wlepiania mi szlabanu
-Dopsz.- powiedziałam i poszłam z Jaylin do środka. Christian ten idiotyczny stwór... usiadł najdalej jak mógł. Ale to dobrze bo bym nic nie zjadła, a było pyszne:) Po balu podreptałam grzecznie do domku i zasnęłąm jak zabita...
***
Nareszcie w domu... wczoraj poszłam, spać zaraz po balu i nic nie pamiętam... ale jestem w domu już, nareszcie! Weszłam do pokoju, rzuciłam rzeczy na łóżko i odpaliłam laptopa. Zalogowałam się na twitterze, facebooku itd. na skrzynce 4 nowe wiadomości
od: Danna Cole
temat: Basen!
hej, aundrey ten basen to jeszcze aktualny? bo sie nie odzywasz:P
danna
odpisałam jakieś bzdury, że nie mogę bo mój kot zatruł sie niedogotowaną wątróbką srututu:P
od:Mandeline Hodgson
temat: brak tematu
co ty sobie dziecko myślisz? christian jest MOJ! przeciez poszedl ze mna na bal. zal mi cie dziecko ze sie łudzisz. on kocha mnie. to jest proste, i odwal sie od nas
Mandy
Brr... to dziecko jest nienormalne... nawet nie odpisałam
kolejna
od:Helenne Frances
aundrey! wyślij mi tą nowa piosenke katie davanne, błagam! georgia mowila ze masz.
Hellene buziaki!
Boże zmiłuj się! Ja zwariuję! Ja nie potrafię tak żyć!

środa, 8 września 2010

2.

Siedziałam na mostku nad rzeką i miałam świetny  humor, ale co tam zawsze znajdzie się ktoś kto to spieprzy, zawsze. Tym razem to była Mandy. Nie zaskoczyło mnie to... Mandy podeszła do mnie i usiadła przy mnie na mostku, jej poważna mina doprowadzała mnie do niewyżytego śmiechu, ale ona miała minę... zdziwioną.
-Coś się stało? - spytałam, bo w głebi duszy jestem dobra dla ludzi (haha xd)
- Bo, wiesz co mi ten twój Christian powiedział? - spytała oburzona
- No, co? -zaśmiałam się w duchu (mój duchu ja cię kocham!)
- Że... żebym nie pakowała się w lateks, bo on nie chce wyjść na dziwkarza... to twoja wina! - wskazała na mnie palcem. To dziecko jest psychiczne... na prawdę. Moja wina? Ja bym chciała... Mandy bardzo szybko zmieniła minę ze zdziwionej na zawistną. Doprowadzało mnie to do szału, więc odeszłam szybko i w duchu(aaaw! kocham) nuciłam jakąś pioseneczkę. Weszłam do pokoju i zobaczyłam siedzących przy stole chłopaków i dziewczyny które biegały i przebierały się strasznie wrzeszcząc... stałam chwilę z rozwartą japą i podeszłam do stołu
-Obama przyjeżdża? - spytałam
- Nie, gorzej... - powiedział Dave
- Idziemy na miasto - dokończył Mickey
- Idziesz z nami? - Spytał Dave
- No ale musze sie przebrać! - wybuchneli śmiechem
- Pospiesz się tylko
- Ok.
Poszłam najpierw się uczesać, gdy nakładałam właśnie jakiś balsam (Mocne i błyszczące włosy Plus&Up) do drzwi zapukał ktoś i zapytał:
-Mogę? - o kurde, to był Christian!
- Tak, pewnie. - powiedziałam starając się żeby nie brzmieć zbyt dziwnie. Christian wszedł i usmiechnął się ponuro.
-Coś się stało?
- Rozmawiałaś z Mandy, prawda? - spytał zmartwiony
- Tak, skąd wiesz?
- Bo mi ktoś powiedział(xd To był sarkazm:P)
- Serio? Kto?
- Hawnie. Jak jesteś po stronie Mandy to wal! - zza drzwi usłyszałam chichot Gigi
-To ty jesteś po jej stronie!- wymierzyłam w niego palcem
- Ciekawie się robi... - usłyszałam Dave'a
-Zamknij jadaczkę! - szepnęła Jaylin
- Właśnie że nie! Ona, powiedziała że, że... - zawiesił się
- Że co? - kurwa, dlaczego pan Beadles musi być tak wkurzający...? Aaaw, jakie on ma śliczne włoski... i nosek... i w ogóle calutki jest sliczniutki:P
- Że jak z nią pójdę na ten bal to... to ona nikomu nie powie. - Westchnął ciężko
- Czego? Czego ma nie powiedzieć? - wrzeszczałam trochę (troszeczkę!)
-No...że...
***
- Serio ci tak powiedział? - Gigi pytała rozemocjonowana przeżuwając pianki:P
- Ehm... - mruknęłam
- A ty się w ogóle nie cieszysz! Już chyba ja bardziej! - Krzyczała. Siedziałyśmy już w kawiarni w mieście i korzystając z okazji że chłopcy poszli "testować nowe gry w sklepie za rogiem :P" powiedziałam Gigi co usłyszałam od Beadlesa. Jaylin poszła do toalety, ale zaraz jak wróci Gigi zatroszczy się o to żeby była należycie poinformowana. Zaraz tak się stało.
-Wiedziałam, że tak będzie! - Jaylin dołączyła do Gigi w przeżuwaniu pianek. - Wiedziałam od pierwszego dnia normalnie. - uniosła palec do góry robiąc minę nr.7
- Ale co ty z tym zamierzasz zrobić? - spytała Gigi wyraznie przejęta.
-On jest taki śliczniutki... - powiedziała Jaylin
-Ej ty!Leć do Dave'a lepiej! - roześmiałam się
- Dobra dziewczyny jest sprawa. - powiedziała Gigi ktora nagle straciła humor. Nie wiedzieć czemu...
<...:::...>
Uff to co właśnie przeczytaliście to owoc mojej pracy... ciężkiej! Wypociny, beznadzieja i w ogóle bleeeee! Ale jak się podoba to klikajcie w "dodaj komentarz" czy jak mu tam... Rozdział dedykuje Domci, Sugerkowi naszej wspaniałej Gigi:P ktora jako jedyna chyba to czyta:P 

Obserwatorzy