A więc, prosił lud o różne informacje, męczył lud i męczył i w końcu wymęczył:
1. Postaci (oprócz Handy) mają około 14-15 lat.
2. NIE MAM POJĘCIA kto z kim w końcu będzie!
3. Proszę mnie nie szantażować, z dodawaniem rozdziałów, bo nie chce wam dawać rąbanki wieprzowej tylko dlatego żeby była szybciej.
4. Jeżeli macie zastrzeżenia do mojego stylu pisania to proszę kierować na E-mail, i to tylko wtedy jeżeli chcecie poznać dalsze losy naszej słitaśnej Aundrey i nie wygodnie wam się czyta. Nie po to żeby mnie zdołować.
5. Jeżeli chcielibyście np. żeby Jaylin i Dave się zeszli czy takie pierdoły to przyjmuję TYLKO na maila, bo mam potem bałagan.Nawet osoby ktore znają mnie prywatnie TYLKO I WYŁĄCZNIE na maila.
6. Błagam komentujcie, bo nie wiecie ile dla mnie znaczy jeden komentarz.
DenverLoose
piątek, 10 września 2010
4.Gerberki:P
Siedziałyśmy z miętówkami na podłodze w moim pokoju i myślałyśmy co z tym fantem zrobić...(pobitą Jaylin:). Carter(czyli Gigi) leżała właściwie, z twarzą do podłogi, bo nie mogła się pogodzić ze złem tego świata... wariat mały:) Jaylin już się otrząsnęła, i razem z nami myślała tylko, że z okładem na oku. Carter wymyśliła, że Jay powinna używać dobrze kryjącego pudru...
~Oczami Aundrey~
O, nie... ja i ten ćwok? Ten ćwokowaty ćwok? Mam siedzieć na matmie z Mickeyem Gedeonsem... pff! Zabiję się prędzej! Klapnęłam jednak niechętnie koło Mickiego, wcale się nie zabijając... od razu przystąpił do integracji... miętówki mówiły że jest "specyficzny"
- Hej, jestem Mickey! - wyciągnął łapę, jakoś nie miałam ochoty jej uścisnąć. Powiedziałam tylko:
- Aundrey. - i otworzyłam zeszyt
- Aaa... może byś poszła ze mną i z tą swoją... koleżanką - ruchem głowy wskazał na Jaylin. - do..kina? Bo mam na wieczór trzy bilety... znaczy dwa. - jąkał się jak durnota
- Czyli mam poprosić Jaylin, żeby z tobą poszła, tak? - śmiać mi się z tego ciołasa chciało...
- A możesz? - podrapał się w szyję
- Och, czy ja wiem? To raczej twoje zadanie. -założyłam ręce na piersi i patrzyłam na niego wyczekująco. Mruknął coś pod nosem i na następnej przerwie podszedł do Jaylin zarzucając grzywą.
- I tak się wyda- westchnęła zrezygnowana Jaylin
- Och, ale mamy problemsy... w o góle to dlaczego on ci tak zdrowo przyjebał? - spytałam
- Kłóciliśmy się ostro... bardzo ostro i w nerwach go wyzwałam, a on wtedy mi tak przywalił... tadaam!
- Ojej... - Carter zaryła w dywan
- Cartie... ja nie wiem co robić? Pizama party?
- Taak! - Wydarło się dziecko Carter i znowu zaryło w podłogę - Auć!
- No, ja nie mam wyjścia.
***
Minął tydzień... ani razu nie spotkałyśmy naszych romełów(haha:P) i było nam z tym dobrze, szczególnie Jay. Rana się zagoiła, a prawdę znamy tylko my, mama Jaylin została poczęstowana bajeczką typu " przewróciłam się" ale wydaje mi się, że zna prawdę. Jaylin jest w ciężkim stanie psychicznymi grozi jej depresja, ale nie z powodu Dave'a. Z powodu jej brata. Wyjechał na studia i Jay się załamała.Za prośbą pani Johansonn zabieramy ją stale na miasto, na zakupy i takie bzdety. To nawet działa, ale ma ciężkie chwile, wtedy jest strasznie... krzyczy, płacze i wali rękami.
Siedziałyśmy u mnie i zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć. W drzwiach stał... Dave.
~Oczami Jaylin~
Stanęłam na szczycie schodów, w drzwiach stał Dave. Poczułam, że nie mogłabym go odrzucić, że za bardzo go kocham... za bardzo. Spojrzałam na Carter, stała i poprawiała włosy, jakby miała gdzieś cały świat. Pewnie z resztą tak było.:) Spojrzałam jeszcze raz na Dave'a, a potem na Aundrey, która stała z otwartymi ustami i gapiła się raz na mnie, raz na Dave'a. Podbiegłam do drzwi i w gardle miałam wielką gulę. Odgarnęłam włosy z twarzy i spytałam patrząc w te jego zabójcze czekoladowe oczy:
- Czego chcesz? Czego teraz chcesz? - nie mogłam mowić bo w gardle dusiłam szloch...
- Proszę... dla ciebie. - wyciągnął zza pleców trzy gerbery (dla ludzików które nie wiedzą co to są GERBERY <klik>) a ja... rozpłakałam się jak dziecko, to moje ulubione kwiatuszki. Przywaliłam mu tymi ślicznymi kwiatuszkami i poczułam, że gdybym była rzeczywiście pierdoloną dziwką, to właśnie teraz bym to pokazała mu wybaczając. Nienawidziłam tych jego ślicznych oczek, słodkiego noska i tych... kurde, zajefajnych włosów. Waliłam go gerberkami po tej ślicznej buźce i nie chciałam za nic przestać...
miesiąc później:
O, nie... ja i ten ćwok? Ten ćwokowaty ćwok? Mam siedzieć na matmie z Mickeyem Gedeonsem... pff! Zabiję się prędzej! Klapnęłam jednak niechętnie koło Mickiego, wcale się nie zabijając... od razu przystąpił do integracji... miętówki mówiły że jest "specyficzny"
- Hej, jestem Mickey! - wyciągnął łapę, jakoś nie miałam ochoty jej uścisnąć. Powiedziałam tylko:
- Aundrey. - i otworzyłam zeszyt
- Aaa... może byś poszła ze mną i z tą swoją... koleżanką - ruchem głowy wskazał na Jaylin. - do..kina? Bo mam na wieczór trzy bilety... znaczy dwa. - jąkał się jak durnota
- Czyli mam poprosić Jaylin, żeby z tobą poszła, tak? - śmiać mi się z tego ciołasa chciało...
- A możesz? - podrapał się w szyję
- Och, czy ja wiem? To raczej twoje zadanie. -założyłam ręce na piersi i patrzyłam na niego wyczekująco. Mruknął coś pod nosem i na następnej przerwie podszedł do Jaylin zarzucając grzywą.
czwartek, 9 września 2010
3 i pół Czwarta wiadomość
od:Christian Beadles
Aundrey, przepraszam za to co zrobiłem, zachowałem się jak debil, wcale nie lubię Mandy i myślę ze moglibysmy byc razem, szczesliwi. to dość odważne stwierdzenie wiem, ale pamietasz co ci wtedy w lazience powiedziałem? kocham cie aundrey, na zawsze i zawsze. nienawidzisz mnie prawda? ale ja cie kocham
christian
Słabo mi się zrobiło... my? razem? szczęśliwi? ale ja go kocham on mnie i sprawa wydaje się cholernie prosta. ale ja to mam takie szczęście że zaraz coś cholernie prostego jest nadal cholerne ale trudne. Odebrałam telefon od Jaylin i usłyszałam jej głos... płakała:
- Aundrey, jesteś w domu?
- Tak, Jay, co się stało? - spytałam
-Ja... ja... ja nie mogę wejść do domu, Drey mogę przyjść do ciebie? - dukała
- Pewnie przylatuj!
Za jakieś piętnaście minut zaryczana Jaylin stała w drzwiach mojego domu i powiedziała
- Dave powiedział że jestem pierdoloną dziwką. - wytrzeszczyłam gały na całą szerokość
-Eeee... jak to?
- Bo nie chciałam go zaprosić do domu. Nie mogłam, bo zrobił mi to...-odsłoniła grzywkę i pokazała światu podbite oko i szramę na policzku...
Aundrey, przepraszam za to co zrobiłem, zachowałem się jak debil, wcale nie lubię Mandy i myślę ze moglibysmy byc razem, szczesliwi. to dość odważne stwierdzenie wiem, ale pamietasz co ci wtedy w lazience powiedziałem? kocham cie aundrey, na zawsze i zawsze. nienawidzisz mnie prawda? ale ja cie kocham
christian
Słabo mi się zrobiło... my? razem? szczęśliwi? ale ja go kocham on mnie i sprawa wydaje się cholernie prosta. ale ja to mam takie szczęście że zaraz coś cholernie prostego jest nadal cholerne ale trudne. Odebrałam telefon od Jaylin i usłyszałam jej głos... płakała:
- Aundrey, jesteś w domu?
- Tak, Jay, co się stało? - spytałam
-Ja... ja... ja nie mogę wejść do domu, Drey mogę przyjść do ciebie? - dukała
- Pewnie przylatuj!
Za jakieś piętnaście minut zaryczana Jaylin stała w drzwiach mojego domu i powiedziała
- Dave powiedział że jestem pierdoloną dziwką. - wytrzeszczyłam gały na całą szerokość
-Eeee... jak to?
- Bo nie chciałam go zaprosić do domu. Nie mogłam, bo zrobił mi to...-odsłoniła grzywkę i pokazała światu podbite oko i szramę na policzku...
<..::..>
Och, ale fajnie! Jaylin pobita, Aundrey zakochana ze wzajemnością, dzieje sie:)
Dedicated to Julia(our pour sweet Jaylin)
Dominika (Gigi:P)
niedobry Dave!
haha:P komentować chodzby anonimowo!
3.Bal. Bal sral...
Nadszedł dzień, kurczaki... balu! Christian stwierdził(debil jeden!) że pójdzie z Mandy. Bo niby jej obiecał, że jak on jej to powie... srata ta ta. Och... ja to mam życie. Od rana chodziłam wściekła jak... krowa! Mandy co chwilę posyłała mi uśmieszki, a ja zaciskałam zęby i szłam dalej. Jaylin kazała mi się nie przejmować, a Gigi śpiewała, tańczyła i w ogóle była poza bożym światem, bo jako jedyna z nas miała parę... chłopiec z najmłodszej grupy:P więc nie otrzymałam żadnych porad.Wieczorem wystroiłam się od nie chcenia... czarna sukienka z trzyczwartym rękawem, z bufkami.. Nawet malować mi się nie chciało. Poczłapałam z Jaylin za rączkę i stanęłyśmy zgodnie z zaleceniami "Ci co nie mają partnera lub partnerki na koniec" zgrzytałam zębami, a Gigi machała nam radośnie z przodu trzymając za rękę dziewięciolatka... wtedy Jaylin szturchnęła mnie i szepnęła:
-Aundrey, idą. Nie patrz lepiej.
- Chcę się z nich pośmiać! - krzyknęłam
- Tylko nie rzuć się na Mandy z pazurami. - chichotka z przodu zakryła tipsowaną łapą szminkowaną japę.
- Stul pysk. - powiedziała Jay i pogładziła mnie po głowie jak starsza siostra - Ty nic nie wiesz o prawdziwej miłości... - zgromiłam ją wzrokiem(on zabija!!!)
-Taka miłość, że idzie z inną... - dziecko z plastiku zaczęło znowu wytwarzać dźwięki godne hieny. A ja? Ja patrzyłam jak ostatnia na ciągniętego za Mandy Christiana, który udawał, że mnie nie widzi... wtedy odechciało mi się balu. Zapragnęłam wrócić do domu i nie patrzeć na tą szczerzuję! Powiedziałam Jaylin:
-Jay, ja stąd idę. Nie wytrzymam.
- Weź, nie pieprz! Dasz za wygraną?
-Dobra chodź wchodzimy. Co ja kurwa wyprawiam?
- Aundrey, Aundrey Love-Hewitt! Co ty mówisz?- zagrzamiał mi nad głową głos kierownika
- Przeprasza, proszę pana! To z nerwów! - Jaylin mnie usprawiedliwiła.
- Uspokój się Love-Hewitt. I masz do końca dnia zakaz wychodzenia z pokoju! Po balu idziesz grzecznie do domu i cię nie ma!- kierownik mówił z rozkoszą wlepiania mi szlabanu
-Dopsz.- powiedziałam i poszłam z Jaylin do środka. Christian ten idiotyczny stwór... usiadł najdalej jak mógł. Ale to dobrze bo bym nic nie zjadła, a było pyszne:) Po balu podreptałam grzecznie do domku i zasnęłąm jak zabita...
-Aundrey, idą. Nie patrz lepiej.
- Chcę się z nich pośmiać! - krzyknęłam
- Tylko nie rzuć się na Mandy z pazurami. - chichotka z przodu zakryła tipsowaną łapą szminkowaną japę.
- Stul pysk. - powiedziała Jay i pogładziła mnie po głowie jak starsza siostra - Ty nic nie wiesz o prawdziwej miłości... - zgromiłam ją wzrokiem(on zabija!!!)
-Taka miłość, że idzie z inną... - dziecko z plastiku zaczęło znowu wytwarzać dźwięki godne hieny. A ja? Ja patrzyłam jak ostatnia na ciągniętego za Mandy Christiana, który udawał, że mnie nie widzi... wtedy odechciało mi się balu. Zapragnęłam wrócić do domu i nie patrzeć na tą szczerzuję! Powiedziałam Jaylin:
-Jay, ja stąd idę. Nie wytrzymam.
- Weź, nie pieprz! Dasz za wygraną?
-Dobra chodź wchodzimy. Co ja kurwa wyprawiam?
- Aundrey, Aundrey Love-Hewitt! Co ty mówisz?- zagrzamiał mi nad głową głos kierownika
- Przeprasza, proszę pana! To z nerwów! - Jaylin mnie usprawiedliwiła.
- Uspokój się Love-Hewitt. I masz do końca dnia zakaz wychodzenia z pokoju! Po balu idziesz grzecznie do domu i cię nie ma!- kierownik mówił z rozkoszą wlepiania mi szlabanu
-Dopsz.- powiedziałam i poszłam z Jaylin do środka. Christian ten idiotyczny stwór... usiadł najdalej jak mógł. Ale to dobrze bo bym nic nie zjadła, a było pyszne:) Po balu podreptałam grzecznie do domku i zasnęłąm jak zabita...
***
Nareszcie w domu... wczoraj poszłam, spać zaraz po balu i nic nie pamiętam... ale jestem w domu już, nareszcie! Weszłam do pokoju, rzuciłam rzeczy na łóżko i odpaliłam laptopa. Zalogowałam się na twitterze, facebooku itd. na skrzynce 4 nowe wiadomości
od: Danna Cole
temat: Basen!
hej, aundrey ten basen to jeszcze aktualny? bo sie nie odzywasz:P
danna
odpisałam jakieś bzdury, że nie mogę bo mój kot zatruł sie niedogotowaną wątróbką srututu:P
od:Mandeline Hodgson
temat: brak tematu
co ty sobie dziecko myślisz? christian jest MOJ! przeciez poszedl ze mna na bal. zal mi cie dziecko ze sie łudzisz. on kocha mnie. to jest proste, i odwal sie od nas
Mandy
Brr... to dziecko jest nienormalne... nawet nie odpisałam
kolejna
od:Helenne Frances
aundrey! wyślij mi tą nowa piosenke katie davanne, błagam! georgia mowila ze masz.
Hellene buziaki!
Boże zmiłuj się! Ja zwariuję! Ja nie potrafię tak żyć!
środa, 8 września 2010
2.
Siedziałam na mostku nad rzeką i miałam świetny humor, ale co tam zawsze znajdzie się ktoś kto to spieprzy, zawsze. Tym razem to była Mandy. Nie zaskoczyło mnie to... Mandy podeszła do mnie i usiadła przy mnie na mostku, jej poważna mina doprowadzała mnie do niewyżytego śmiechu, ale ona miała minę... zdziwioną.
-Coś się stało? - spytałam, bo w głebi duszy jestem dobra dla ludzi (haha xd)
- Bo, wiesz co mi ten twój Christian powiedział? - spytała oburzona
- No, co? -zaśmiałam się w duchu (mój duchu ja cię kocham!)
- Że... żebym nie pakowała się w lateks, bo on nie chce wyjść na dziwkarza... to twoja wina! - wskazała na mnie palcem. To dziecko jest psychiczne... na prawdę. Moja wina? Ja bym chciała... Mandy bardzo szybko zmieniła minę ze zdziwionej na zawistną. Doprowadzało mnie to do szału, więc odeszłam szybko i w duchu(aaaw! kocham) nuciłam jakąś pioseneczkę. Weszłam do pokoju i zobaczyłam siedzących przy stole chłopaków i dziewczyny które biegały i przebierały się strasznie wrzeszcząc... stałam chwilę z rozwartą japą i podeszłam do stołu
-Obama przyjeżdża? - spytałam
- Nie, gorzej... - powiedział Dave
- Idziemy na miasto - dokończył Mickey
- Idziesz z nami? - Spytał Dave
- No ale musze sie przebrać! - wybuchneli śmiechem
- Pospiesz się tylko
- Ok.
Poszłam najpierw się uczesać, gdy nakładałam właśnie jakiś balsam (Mocne i błyszczące włosy Plus&Up) do drzwi zapukał ktoś i zapytał:
-Mogę? - o kurde, to był Christian!
- Tak, pewnie. - powiedziałam starając się żeby nie brzmieć zbyt dziwnie. Christian wszedł i usmiechnął się ponuro.
-Coś się stało?
- Rozmawiałaś z Mandy, prawda? - spytał zmartwiony
- Tak, skąd wiesz?
- Bo mi ktoś powiedział(xd To był sarkazm:P)
- Serio? Kto?
- Hawnie. Jak jesteś po stronie Mandy to wal! - zza drzwi usłyszałam chichot Gigi
-To ty jesteś po jej stronie!- wymierzyłam w niego palcem
- Ciekawie się robi... - usłyszałam Dave'a
-Zamknij jadaczkę! - szepnęła Jaylin
- Właśnie że nie! Ona, powiedziała że, że... - zawiesił się
- Że co? - kurwa, dlaczego pan Beadles musi być tak wkurzający...? Aaaw, jakie on ma śliczne włoski... i nosek... i w ogóle calutki jest sliczniutki:P
- Że jak z nią pójdę na ten bal to... to ona nikomu nie powie. - Westchnął ciężko
- Czego? Czego ma nie powiedzieć? - wrzeszczałam trochę (troszeczkę!)
-No...że...
-Coś się stało? - spytałam, bo w głebi duszy jestem dobra dla ludzi (haha xd)
- Bo, wiesz co mi ten twój Christian powiedział? - spytała oburzona
- No, co? -zaśmiałam się w duchu (mój duchu ja cię kocham!)
- Że... żebym nie pakowała się w lateks, bo on nie chce wyjść na dziwkarza... to twoja wina! - wskazała na mnie palcem. To dziecko jest psychiczne... na prawdę. Moja wina? Ja bym chciała... Mandy bardzo szybko zmieniła minę ze zdziwionej na zawistną. Doprowadzało mnie to do szału, więc odeszłam szybko i w duchu(aaaw! kocham) nuciłam jakąś pioseneczkę. Weszłam do pokoju i zobaczyłam siedzących przy stole chłopaków i dziewczyny które biegały i przebierały się strasznie wrzeszcząc... stałam chwilę z rozwartą japą i podeszłam do stołu
-Obama przyjeżdża? - spytałam
- Nie, gorzej... - powiedział Dave
- Idziemy na miasto - dokończył Mickey
- Idziesz z nami? - Spytał Dave
- No ale musze sie przebrać! - wybuchneli śmiechem
- Pospiesz się tylko
- Ok.
Poszłam najpierw się uczesać, gdy nakładałam właśnie jakiś balsam (Mocne i błyszczące włosy Plus&Up) do drzwi zapukał ktoś i zapytał:
-Mogę? - o kurde, to był Christian!
- Tak, pewnie. - powiedziałam starając się żeby nie brzmieć zbyt dziwnie. Christian wszedł i usmiechnął się ponuro.
-Coś się stało?
- Rozmawiałaś z Mandy, prawda? - spytał zmartwiony
- Tak, skąd wiesz?
- Bo mi ktoś powiedział(xd To był sarkazm:P)
- Serio? Kto?
- Hawnie. Jak jesteś po stronie Mandy to wal! - zza drzwi usłyszałam chichot Gigi
-To ty jesteś po jej stronie!- wymierzyłam w niego palcem
- Ciekawie się robi... - usłyszałam Dave'a
-Zamknij jadaczkę! - szepnęła Jaylin
- Właśnie że nie! Ona, powiedziała że, że... - zawiesił się
- Że co? - kurwa, dlaczego pan Beadles musi być tak wkurzający...? Aaaw, jakie on ma śliczne włoski... i nosek... i w ogóle calutki jest sliczniutki:P
- Że jak z nią pójdę na ten bal to... to ona nikomu nie powie. - Westchnął ciężko
- Czego? Czego ma nie powiedzieć? - wrzeszczałam trochę (troszeczkę!)
-No...że...
***
- Serio ci tak powiedział? - Gigi pytała rozemocjonowana przeżuwając pianki:P
- Ehm... - mruknęłam
- A ty się w ogóle nie cieszysz! Już chyba ja bardziej! - Krzyczała. Siedziałyśmy już w kawiarni w mieście i korzystając z okazji że chłopcy poszli "testować nowe gry w sklepie za rogiem :P" powiedziałam Gigi co usłyszałam od Beadlesa. Jaylin poszła do toalety, ale zaraz jak wróci Gigi zatroszczy się o to żeby była należycie poinformowana. Zaraz tak się stało.
-Wiedziałam, że tak będzie! - Jaylin dołączyła do Gigi w przeżuwaniu pianek. - Wiedziałam od pierwszego dnia normalnie. - uniosła palec do góry robiąc minę nr.7
- Ale co ty z tym zamierzasz zrobić? - spytała Gigi wyraznie przejęta.
-On jest taki śliczniutki... - powiedziała Jaylin
-Ej ty!Leć do Dave'a lepiej! - roześmiałam się
- Dobra dziewczyny jest sprawa. - powiedziała Gigi ktora nagle straciła humor. Nie wiedzieć czemu...
- Ale co ty z tym zamierzasz zrobić? - spytała Gigi wyraznie przejęta.
-On jest taki śliczniutki... - powiedziała Jaylin
-Ej ty!Leć do Dave'a lepiej! - roześmiałam się
- Dobra dziewczyny jest sprawa. - powiedziała Gigi ktora nagle straciła humor. Nie wiedzieć czemu...
<...:::...>
Uff to co właśnie przeczytaliście to owoc mojej pracy... ciężkiej! Wypociny, beznadzieja i w ogóle bleeeee! Ale jak się podoba to klikajcie w "dodaj komentarz" czy jak mu tam... Rozdział dedykuje Domci, Sugerkowi naszej wspaniałej Gigi:P ktora jako jedyna chyba to czyta:P
wtorek, 31 sierpnia 2010
1. Spadaj pudernico!
--Aundrey, mówię ci normalnie tyle było- relacjonowała z zapałem Gigi pokazując palcami jakieś dwa centymetry - mówię ciiii... szkoda że poszłaś do kibelka. Żałuj kochanie, bo to było coś, mmm... jak sobie pomyślę teraz to żołądek do gardła podskakuje. Ściskałam się z najlepszym chłopakiem pod słoneczkiem.
- Haha, wiesz że w tej sprawie mam nieco inne zdanie - powiedziałam siorbiąc przez słomkę ostatki coli z dna. Po chwili doszła do nas Jaylin.
- Dziewczyny, nie zgadniecie gdzie byłam!
- Kurde, ale wy dzisiaj jesteście najarane… - mruknęłam
- Aundrey, patrz kto idzie… – Jaylin szturchnęła mnie ramieniem a Gigi uśmiechnęła się do mnie
- Miętówki, tyle razy wam mówiłam… - zaczęłam poirytowana
- Cześć Aundrey! – krzyknął Christian przechodząc koło nas
- Cześć! – pomachałam do niego, a miętówki trzymały się za brzuchy ze śmiechu. O co im chodzi? I tak je kocham. – O co wam chodzi?
- Aundrey ty jesteś niemożliwa… - Jaylin dukała przez śmiech
- Cześc Aundrey! Cześć! – to niedorozwinięte dziecko – Gigi udawało jakiegoś zrąbanego plastika. Pomachała i wyszczerzyła się, a Jaylin dostała kolejnego ataku śmiechu. Ryła się jak głupia, kiedy zobaczyłam że w naszą stronę idzie ta zryja – Mandy.
- Miętówki! Odwrót! Wrogowie z trzynastki wytoczyli ciężkie działa! Mandy nadchodzi!- szepnęłam i wycofałyśmy się chichocząc za najbliższy budynek.
-Mandy to jedyny minus tego obozu, prawda? – spytała Jaylin cicho opierając się o ścianę. Gigi pokiwała energicznie głową i powiedziała:
- Oooo taaak! – wyjrzałyśmy za róg i sprawdziłyśmy czy ciężkie działa są w pobliżu… nie było jej! Wyszłyśmy z ukrycia i od razu dopadła na Mandy... pech. Ale cóż... Mandy wyszczerzyła się tak... szczerzujowato, że Gigi dostała odruchów wymiotnych, ja sama o mało co też bym dostała... Mandy odgarnęła włosy i spytała głośno i dobitnie:
- Dziewczyny, macie parę na bal?- uśmiechnęła się złośliwie
- Nie a co? - krzyknęła jej w twarz Gigi- Spadaj stąd pudernico! Nikt cię nie prosił żebyś się przyczepiała do nas! Wyglądasz jak dziwka, wiesz? - i to była prawda <klik> Mandy odeszła kręcąc zapakowanym w lateks tyłkiem. Odetchnęłyśmy z ulgą. Oby się odwaliła...
- Och, Gigi dobrze jej powiedziałaś! - powiedziała Jaylin lekko klepiąc ją w ramię
- Dzięki, zbierało mi się od dawna. Jaylin zaczęłas mówić...
- A no tak. Więc byłam sobie w sklepie... no i ten, stałam w kolejce bo chciałam kupić koksu (coca-coli:P) . No i podchodzę do lady... no i ona ta ten... jak ona ma no... Jackie! Właśnie Jackie... ona pyta mnie czy to co zawsze czyli litr koksu, a ja mówie że tak no i kupiłam wyszlam i idę do was bo widzę że tu stoicie i wiecie co?
- Nie wiemy, gadaj. - powiedziałam
- Zgadnijcie kto mnie zaprosił na lody. Spytał tak normalnie prosto z mostu " A może Jaylin poszłabyś ze mna na lody, znaczy na rożka waniliowego? Albo truskawkowego?" wiecie kto? Dave. Ale olałam go oczywiście. - podjaranie Jaylin dawało do myślenia, czy rzeczywiście go olała. Ale dałam spokój. Niech sie dziecko cieszy...
- Nie wiemy, gadaj. - powiedziałam
- Zgadnijcie kto mnie zaprosił na lody. Spytał tak normalnie prosto z mostu " A może Jaylin poszłabyś ze mna na lody, znaczy na rożka waniliowego? Albo truskawkowego?" wiecie kto? Dave. Ale olałam go oczywiście. - podjaranie Jaylin dawało do myślenia, czy rzeczywiście go olała. Ale dałam spokój. Niech sie dziecko cieszy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)