czwartek, 11 listopada 2010

1. Dustin Pedał?


Oczami Carter

Jechałam sobie najspokojniej w świecie z Nowego Jorku:) Od babci, oczywista.Śpiewałam sobie pod nosem i byłam bardzo szczęśliwa, bo spędziłam cudowny weekend. Polegał on na jedzeniu naleśników z czekoladą, wylegiwaniu się w tonach pledów i kocy na kanapie w salonie, całonocnych pogaduchach z babcią… a teraz wracałam do Salt Lake City. Za dwie godziny miałam się spotkać z Dylanem w przydrożnym barze, bo jak powiedział nie może się doczekać, żeby mnie zobaczyć. Wtedy zadzwonił mój słodki telefon:) To był Dylan, więc od razu odebrałam.
/RT/
-Hej, jedziesz już?
- Tak. A ty?
- Mam szlaban na samochod, spotkamy się dopiero w Salt Lake.
- Szlaban na samochód???
- Dobrze, że nie na kibel...
- Ok, to do zobaczenia a Salt Lake. Prowadzę, nie mogę gadać.
- Buziaki, kocham cię.
- Ja ciebie też.
/KRT/
Oczami Justina
Strasznie bolał mnie łeb... za dwie godziny wchodzę na scenę, a czułem się jakbym obiegł całą ziemię wzdłuż równika. Siedziałem w swoim bosko luksusowym pokoju na milionowym pietrze jakiegoś hotelu... na łóżku obok mnie słodko spała Catalina. Nie chciałem jej budzić, założyłem więc bluzę i spodnie i po cichu wyszedłem z pokoju zostawiając dla Cataliny list i zapasowy klucz. 
" Wyszedłem  na spotkanie, zobaczymy się na koncercie. Buziaki.   Justin"
Zjechałem windą na sam dół i wyszedłem przez główny hall na ulicę. Dookola wejścia stała metalowa barierka przy której kłębiły się rozemocjonowane fanki. Palnąłem jakieś "Love Ya" naciągnąłem mocniej czapkę i ruszyłem w stronę Starbucksa. Usiadłem w moim ulubionym miejscu - Wysokim barze w rogu. Podeszła do mnie uśmiechnięta kelnereczka. Była ubrana w mini czarną sukienkę i biały krociutki fartuszek. Standardowy strój w tej kawiarni. Grzecznie zapytała co podać, przysuwając karteczkę w kratkę i długopis. Zamaszyście podpisałem się i postawilem jakieś dziecinne serduszko. Kelnerka uśmiechnęła się perliście i jeszcze raz spytała:
-Co podać?
-Frappucinno z... toffie i bitą śmietaną i m&ms'y. 
- Och, dobrze na koszt firmy.
- Dzisiaj moje urodziny? Bo nie przypominam sobie.
- Nie, to tak bez okazji.
- Z okazji, tego że jestem Justin Bieber?
- Nie, no co też pan?
- Słuchaj, dam ci wejściówkę za kulisy, ale pozwól mi zapłacić i traktuj mnie kurwa normalnie.
- Dopsz...
- Masz. - rzuciłem na blat kolorowy papierek. Nastolatki ze stolika obok spojrzały zawistnie. Kelnerka odeszła zadowolona, a ja zwrócilem uwagę na dziewczynę siedzącą parę stolków dalej. Wiała czarne lekko kręcone włosy jakby to powiedzieć... falowane. Bardzo jasną cerę i wielkie oczy, Ubrana była tak. A wielki dekolt jej koszulki sprawił że z kąciku ust zebrała mi się ślina. Nie patrzyła w moją stronę, a ja wlepiałem się w nią jak ostatni debil. Musiała być bogata miała biżuterię i ciuchy, które widywałem w drogich butikach, czasem kupowałem Catalinie. W końcu odwróciła się do mnie i delikatnie usmiechnęła. Podsunąłem się tuż koło niej i zacząłem:
-Hej...Jak masz na imię?
- Caroline, a ty? Dustin Pedał? 
- Justin Bieber. - zrobiłem dziwną minę
- Acha, no tak. Słyszałam chyba, coś. - poprawiła włosy
Potem jeszcze parę minut nawijałem o swoim koncercie i tym podobne. Dałem jej wejściówkę. Zaprosiłem na drinka do hotelu. Gdy bylismy w windzie przypomniało mi się że w pokoju jest Catalina.
<..::..>
Proszę, rozdział kiepski, ale cóż i tak mnie kochacie:) Ja was też. :)<3 Następny może nawet dziś.

3 komentarze:

  1. No to kurcze czekam na następny .Jestem zazdrosna no ...
    Ale jak to ujełaś i tak cię kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  2. I plis zmien mnie na Victorie plis ,plis

    OdpowiedzUsuń

Komentać!

Obserwatorzy