Oczami Audrey.
-Jedziemy na plażę?-spytał Christian
- Taaaaaaaaaaaak!!!- Wrzasnęła Jeylin
- Taaaaaaaaaaaak!!!- Wrzasnęłam
-Taaaaaaaaaaaak!!! – wrzasnęłyśmt razem i odtanczyłyśmy nasz taniec radośći, który polegał na pochyleniu się do przodu, stepowaniu i krzyczeniu „Juhuuskiii” Przy czym na sylabę „Skii” Trzeba było zrobić porządny wymach ręką. Poleciałyśmy się pakować, ja na górę a Jeylin dwa domy dalej do siebie. Chłopacy nie przejeli się zbytnio koniecznością pakowania. Spakowali telefony i aparaty do jednej (wspólnej!!!) torby i założyli hawajki… zero przygotowania. Spakowałam do torby same najważniejsze rzeczy czyli: Telefon, Ipoda, trzy ostatnie numery Vogue’a, cztery ostatnie Elle, książkę (Marlene Fargot- Czerwień jej oczu), kosmetyki, kocyk, ręcznik, krem, PSP…i takie tam:P Ubrałam się tak. Podmalowałam wodotpornie, chociaż i tak nie zamierzałam się zbyt moczyć. Po piętnastu minutach siedziałyśmy na tylnym siedzeniu busa Christiana i darłyśmy się na całe gardło:
I whip my hair back and forth
I whip my hair back and forth just whip it
I whip my hair back and forth
I whip my hair back and forth whip it real good
I whip my hair b
ack and forth
ack and forth
Hop up out the bed turn my swag on
aint no sense listining to them haters cuz we whip em off
and we aint doing nothing wrong
so dont tell me nothing, i'm just tryna have fun
so keep the party jumping…. Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
- I jak ja mam w takich warunkach prowadzić?
- Kierownicę bym polecał… - mruknął Mickey zaczytany… w czymś.
- Co tam czytasz?
- Nafing rili – schował szybko ”coś” do kieszeni na drzwiach. Wtedy jednym szybkim ruchem Jeylin wyciągnęła cosia i otworzyła usta ze zdziwienia cosiem okazała się sporaśna książka koloru bordowego pt… „Szczypta Romantyzmu” To był poradnik, jak zrobić coś romantycznego. Szybko wsunęłam go między fotel a drzwi. Zachichotałyśmy i powiedziałyśmy:-Daleko jeszcze?
-Nie, jakieś dwie mile...
Po paru minutach wleciałyśmy na gorący piasek z niewyobrażalnym piskiem. Nikt się jakoś nie przejął.
- Rozbijemy się tu - Jeylin rzuciła koc i koszyk w totalnie beznadziejnym miejscu. Oczywiście swoje rzuciłam gdzie indziej. Bliżej wody.
-Głupia? - spytała - Tu jest mokry piasek. Cały ręcznik mi zamoknie.
W końcu rozłożyłyśmy koc w pięknym miejscu- pod palmą, dość blisko wody, a piasek suchutki. Teraz trzeba było rozłożyć parawan i parasol... chłopy gdzieś znikły. Zaczęłyśmy się same z tym siłować. Wtedy... parasol zamknął się, tylko że Jeylin była w środku... zaczęła się drzeć jak cholera. Jacyś chłopacy zaczeli się strasznie śmiać. A ja musiałam ratować biedną Jeylin która niedość że strasznie jęczała, piszczała i co jeszcze, to teraz przewróciła się w tym parasolu na piasek i turlała się po plaży. Zatrzymałam ją i uklęknęłam koło niej.
- Zaraz cię wyciągne. Już, już poczekaj... to nie takie łatwe... znaczy łatwe i zaraz cię wyciągne, nie martw się. Wtedy ktoś złapał mnie za rękę. To był Christian...uff. Mickey biegł zaraz za nim. Po chwili Jeylin siedziała wstrząśnięta na kocu. Mickey objął ją ramieniem pocałował... hmm... namiętnie. Christian Chrząknął głośno i chłopak odkleił się od Jeylin. Chris porozumiewawczo kiwnął na Mickey'a.
-Mamy dziewczyny dla was... wiadomośc. - zaczął
- Co powiecie żeby zostać tu na parę dni? - no i nas zamurowało, ale nie na długo, bo zaraz nasi zajebiście zajebiści koledzy nam wszystko wytłumaczyli. Od dawna knuli żeby nas tu wyciągnąć, i to nie sami, z naszymi mamami. Nawet dali nam kieszonkowe.
Parę godzin później
Hotel okazał się boski. Dostaliśmy dwa dwuosobowe pokoje. Ja i Chris siedzieliśmy na balkonie. Były tu mięciutkie fotele, kanapa i śliczny puchaty dywan. Siedzieliśmy na kanapie pod pledem i patrzyliśmy w gwiazdy. Christian obejmował mnie swoim silnym ramieniem. Jeszcze nigdy nie czułam się tak bezpiecznie, było mi ciepło i miło. Wiedziałam, że mnie nigdy nie zawiedzie, nigdy. Nigdy mnie nie zawiedzie.
Jego włosy pachniały cytryną i oceanem...
- Audrey, mam coś dla ciebie. - wyciągnął z kieszeni piękne czerwone pudełko z serduszkiem przyszytym na wieczku. Otworzył je, a tam leżał przesłodki zegarek. Biały cyferblat z czerwonym sercem po środku. Dookoła srebrna ramka z wyrytym napisem "Time for Love" W oczach stanęły mi łzy. Wtuliłam się w jego ciepły tors i płakałam... płakałam. Uniósł delikatnie moją głowę i odgarnął włosy. Przybliżył twarz delikatnie do mojej. Był bardzo blisko...bardzo bardzo blisko.
- Drey, kocham cię. Zawsze byłaś moim jedynym źródłem radości, jedynym źródłem miłości, szczęścia...Nie wiem jak mógłbym żyć, gdybym nie pojechał na ten obóz dwa lata temu... bez ciebie...
- Cśś... - położyłam mu palec na ustach - Nic nie musisz mówić, zawsze będziesz moim księciem na białym koniu, który mnie uratował... - pocałowałam go, całował mnie długo i mocno... i mokro:) zszedł nieco niżej, całował moją szyję, po chwili ściągnął mój sweterek i odpiął biustonosz...
- Christian, jesteś pewny?
- A ty?
- Tak...oczywiście.
- Kocham cię. - powiedział gdy zsuwałam jego koszulkę...
Kochaliśmy się pierwszy raz... przy świetle księżyca.
<::..::>
Niezbyt jestem zadowolona, rozdział jakbym to nazwała "szybki" Jestem nieco zażenowana, że to napisałam, więc też nie opisywałam zbyt dokładnie:) Kocham was i tego bloga:)
I jeszcze te:

